piątek, 26 grudnia 2014

pierniki i karawana

zeby nie bylo, ze piernikow nie bylo. 
Material dowodowy na zyczenie MP:


Dotarla do nas karawana. 
Zazyczyla sobie kawy nie wody.
Jest piekna.
Jeszcze piekniejsza na zywo.
zachwycila cala rodzine
ma usmiech Mona Lisy.





środa, 24 grudnia 2014

wesolego Mikolaja

Uwazam, ze w tym roku moznaby te swieta spokojnie przesujac na poniedzialek.
Wiem, ze aLusia podpisalaby petycje, ale reszta pewnie juz zwarta i gotowa. ;)

Moge wymienic z czym nie zdazylam, ale po co. 
Tak sobie dzisiaj myslalam, ze skoro to ja prezentuje polska tradycje to beda takie jak je zapodam. Nie ma nikogo do zweryfikowania, czy kapusta na pewno jest taka jak u cioci Marysi, nie ma nikogo kto mi powie "kochana, to to powinnas byla zrobic wczoraj, a to tydzien temu (tu klania sie barszcz, bedzie pyszny z torepki). Swiadomie ciesze sie tym co jest. Podziwiam choinke i skarpetki nad kominkiem, slucham koled, kupilam przepyszny makowiec, zrobilam najlepsza w calym miescie kapustye z grzybami i sledzie w smietanie ( z cebulkom i ogorkiem kiszonym).

Skoro swieta nie chca poczekac, to trzeba je wpuscic i ugoscic. 
Trzeba otworzyc wino i cieszyc sie ze sa, bo zaraz sobie pojda, zeby potem nie bylo nam zal.

Zycze Wam cudownych swiat, wesolego Mikolaja, ktory przyniesie nam zdrowie i szczescie.
Ciesze sie dziewczyny, ze jestecie.
Wzrusza mnie mysl, ze tyle obcych bab, tak przypadkiem sie poznalo i tak bardzo ekhm, no powiem to, pokochalo. ;)

Wasze zdrowie! :***

poniedziałek, 8 grudnia 2014

wygralam wielblady!

Hura!! wygralam wielblady. ;)

http://szkico-wnik.blogspot.com/2014/12/wyszo-szydo-z-worka.html

a tu jest prawie moj wielblad:
http://szkico-wnik.blogspot.com/2014/04/34.html

dziewczyna ma telent! Pieknie pisze i rysuje, a jej dzieci to od razu widac, ze raczki maja bardzo zdolne, bo taka Lole wylosowac, to tez trzeba umiec. ;)

i jak pieknie napisala:
radość się rozchodzi ciepłem., jak kręgi po wodzie


A moje dzieci w sobotniej polskiej szkole odwiedzil sw. Mikolaj i niestety, moja mlodsza troche stracila wiare w niego. Juz po wszystkim powiedziala, ze to byl przebrany Mikolaj. Kto? Kto coreczko cie tej pieknej wiary w cuda probuje pozbawic? A ona, na to, ty mamusiu, bo slyszalam, jak do Mikolaja powiedzialas "Lukasz", a potem po glosie poznalam, ze to faktycznie przebrany pan Lukasz.

wtorek, 18 listopada 2014

juz czy jeszcze nie?

Swieta sie zblizaja, jak znam zycie to przelecom jak wiatr, jak samolot, jak tramwaj Pendolino. Kiedys uwazalam, ze ludzie przesadzaja z tym swiatecznym pospiechem, ze caly entuzjazm im sie wypalali na dwa tygodnie przed swietami, ale czlowiek im starszy tym bardziej widzi, ze ledwo usiadzie, kawe wypije, nuszkom machnie ze dwa razy i juz z poniedzialku robi sie piatek. Wiec kilka razy machnie i juz panie bedzie po swietach. A ja w przeciwienstwie do wielu ludzi nie lubie wlasnych urodzin, nie lubie sylwestra, a swieta uwielbiam. Moze dlatego, ze nie przesadzam ze sprzataniem czy gotowaniem.

Nie czekam wiec do grudnia, bo znowu nie zdaze, znowu najlepsze pomysly na swiateczny dekor beda mi przychodzic do glowy po swietach wiec jeszcze choinki nie ubieram, bo w koncu nie mozna az tak lekcewazyc swieta indyka, ale juz sie mentalnie na te swieta szykuje.

Pytam dziecka, czy juz wiedza czego chca od Mikolaja/ Gwiazdora/ pod choinke. Starsza ma zyczen na cztery strony i za cene  mniej wiecej miolion osiemset.

Za to mlodsza mowi, ze ona niczego nie chce.
Jak to niczego, nawet zadnej niespodzianki, a ona na to, ze te niespodzianki to czesto takie malo trafione, ze ona nie wie czego chce, czyli w sumie, nie chce niczego.

I tak troche dziwnie, ze niczego wiec walkuje dalej. Nie masz zadnego marzenia malego, ani duzego. A ona, z grubej rury i na powaznie: mam, napisze Mikolajowi, ze chce pokoj na swiecie.

ajajajajaj...

_ _ _ _ _ _ _ _ __ _ _ _ _ _ _ _ _ _ __ _ _ _ _ _ _ _ _ _ __ _ 


A to mnie rozbawilo. ;)



wtorek, 4 listopada 2014

na zakonczenie haloweenu

To teraz bedzie bajka na dobranoc.

ale spozniona, haloweenowa,
zeby nie bylo, ze nie ostrzegalam
Male dzieci odwracaja sie od monitora, zatykaja uszy i powtarzaja nanananana.

Teraz moge spokojnie pisac, bo wszystko sie dobrze skonczylo.

Starsza miala te kolezanki na noc po Haloween, noc sie przeciagnela, nadeszlo poludnie, a one nadal nie zbieraly sie do domu. Wymyslily, ze pojda jeszcze do parku, bo piekna pogoda. Zadzwonily do mam,mamy wyrazily zgode. Park za plotem. Nagle przybiega starsza z oczami jak psychopatka, wola menza, ze kolezanka ma dyslokacje ramienia i ze on ma szybko biec i jej to ramie wyprostowac, ze on da rade!
Chem, jak sie okazalo, jakze wielkie byly jej oczekiania w stosunku do ojca. Az dziw ze sie za to nie zabral. Kilka srubek, slubokret, raczek para, co to dla mensza. :P

Dziewczyny skakaly z hustawki jak milion pincet razy wczesniej, ale tym razem jak kolezanka ladowala, nastapilo gluche chrupniecie i jej przedramie wygielo sie na ksztalt litery V.

Jej mama nie odbierala telefonu, gdy odebrala byli juz w drodze do szpitala. Biedna kobieta brala wlasnie prysznic i tak jak stala przybiegla. Bogu niech beda dzieki, ze kobieta spokojna i rozsadna. Uciszyla tlum placzacych kolezanek, ze tylko ktos kto nic nie robi nigdy sie nie lamie. (Czulam, ze to do mnie. ;))

Biedna dziewczynka zlamala obie kosci tak okropnie, ze uspili ja by zrobic jej cala operacje na przedramieniu. Niestety prawa reka. :(

Do teraz ciarki mnie przechodza.

poniedziałek, 27 października 2014

To nie byl sen

Szlam korytarzem, a ludzie sie rozsuwali na moj widok, kazdy znal moje imie i wszedzie dookola slychac bylo "Lola, Lola! jaka ladna, jaka sliczna". Juz zaczelam sie rumienic, juz prawie dziekowalam za mile slowa, chcialam sie tylko jeszcze uszczypnac aby sprawdzic czy to nie sen, ale nie moglam bo... nioslam klate ze swinka morska.
Lola spedzila z nami weekend. :)


wtorek, 21 października 2014

zieeeew

Jesien jak nic.
Latem nie jestem taka senna.
Wieczorem gdy probuje ogladac telewizje napierw dzielnie siedze jak na kolegium, slucham i staram sie skupic na tresci, ale potem jest juz tylko coraz gorzej. Wystarczy, ze sie przechyle i przytule do poduszki, wystarczy ze maly pies sie obok przytuli i hhhrrr, nie ma nas.
Kiedys spalam tylko na filmach typu pogon, nie wazne gwiezdne wojny, poscig policji, cwal koniem za wrogiem, wybuchi niewybuchi, szczelaja czy leje siem krew, jak dla mnie ziew. Wszystko to ten sam wilk i zajac, ktorego tez nie lubilam. Ale teraz panie to moga byc nawet dialogi, moga nawet plakac, moga nawet probowac zrozumiec skomplikowana psychike kobiety, moga nawet brac slub, nic nie jest w stanie mnie powstrzymac. Normalnie jakbym Kaszpirowskiego ogladala.Telewizja mnie hipnotyzuje i wpadam w hibernacje.

środa, 8 października 2014

ha ha ha

Mlodsza uczy sie o Starozytnej Grecji i przygotowuja taki projekt, gdzie cala klase zamieniaja w woskowe muzeum, a woskowymi figurami beda dzieci przebrane za slawne postaci z tego okresu. Obok postawia plakat z informacjami na swoj temat, beda sztywno stac, a gdy inne dzieci ze szkoly lub rodzice przyjda ich ogladac i gdy ktos "nadusi" naklejony znak "play" to beda musiali ze sztywna twarza wydeklamowac swa biografie w kilku zdaniach.

Dostali liste znamienitosci z tego okresu, mieli zrobic risercz i wybrac kogo chca. No to poszlo dziecko, jak to siem robi w dzisiejszych czasach, nie do encyklopedii, nie do blibliteki, ale do wujka google i szperala i szperala, wszyscy cudni, za kogo by sie tu przebrac?

I mowi mi ze bedzie Draco, a ja ciemna jak tabaka w rogu, bo mitologia byla, o bogach greckich pamietam, ale slawnych postaci ewidentnie porzadnie nie przyswoilam. W oczach dziecka widze taki entuzjazm, ze nawet nie smiem watpic, ze Draco jest najznamienitsza postacia tamtego okresu. Przy nim pewnie Sokrates czy Hipokrates, ba nawet  sam Aleksander Wielki sie chowaja po krzakach. Swietny ten Darco, swietny, rewelacja!

Ale jak mi dziecko zaczelo mowic jaki kostium zrobimy, ze z mojej czarnej, dlugiej i zamaszystej spodnicy zrobimy peleryne, to cos mi zaczelo nie pasowac, ale co tam, moze nie kazdy Grek lubil biale przescieradla, moze ten mial praktyczniejsza nature i nie lubil czestej przepierki. Potem mi mowi, ze musimy kupic taka specjalna rozdzke, no ale czy ja go tam wiem, moze ta rozdzka szukal wody, albo zyly ludziom po chatach. Ale, ale, jak mi powiedziala, ze mial krotkie blond wlosy, to juz naprawde zwatpilam. Corcia wy mowicie o Grecji czy o Szwecji? Czy tez moze ta Grecja byla bardziej odjazdowa niz nam sie wszystkim wydaje i chadzali po niej utlenieni faceci. Ciekawe czy istniala juz woda utleniona, czy tez moze wtedy uzywali trutki na myszy.

I tak szukam w zakatkach mojego mozgowia i cos tam nawet zaczelo iskrzyc, cos bylo, cos bylo, no bylo! Drakonskie kary byly? Byly!

Mlodsza w googlech wpisala Draco i wyskoczyl jej chlopiec, ten wredny blondyn z Harrego Pottera! Wpadl jej w oko, bo wyroznial sie na tle grupy starych, brodatych starozytnych Grekow.


środa, 1 października 2014

Lola

Dostalam emaila od nauczycielki mlodszej.
Tytul "Lola".
zamarlam
znalazla mnie

Szybka analiza,
bo pewnie sobie google translate wlaczyla
czy pisalam o niej zle?
chyba nie


czytam dalej:

Lola the Guinea Pig- Classroom Pet
czyli, ze maja w klasie swinke morska, Lole.

no wiecie. :P

poniedziałek, 22 września 2014

dziecko i policjant

Dla pamieci musze zapisac ostatni incydent mlodszej. Umowilysmy sie z kolezanka przy tych nowych outletach, co majom bym moim drugim domem i chyba beda. Juz prawie kupowalam kilka ubran gapa, a tu pani kasjerka, mi szepcze na ucho, ze mam przyjsc to kupic w piatek, bo poza tymi znizkami caly sklep ma byc 40% off, a ona da mi jeszcze kupon i karte stalego klienta, to jeszcze 20%.  I nawet te ubrania mi odlozy, podpisze moim nazwiskiem, zeby mi ich nikt nie wykupil. Chyba sie zaprzyjaznimy. :P

No ale wracajac do tematu to spotkalam sie z kolezanaka i jej corka w wieku mlodszej w tych outletach, obeszlysmy sklepy i na koniec poszlysmy na plac zabaw. Byla tam tez fontanna. Dziewczynki przyszly i poprosily o jakies drobne. Bylam pewna ze chca wrzucic na szczescie do fontanny. Nie zadajac pytan, bo sprawa wydawala sie logiczna, dalam im jakies drobne, kolezanka tez dala, mlodsza przejrzala, oddala mi to co sie polskiego w porfelu zawieruszylo, ze polskie pieniadze mam sobie oszczedzic na wyjazd do Polski. I to powinno mi dac do myslenia, bo przeciez fontannie powinno byc obojetne jaka walute sie do niej wrzuca, powinnam wyczuc podstep. Ja jednak uznalam, ze jej poprostu szkoda polskiej waluty, ze te polskie monety to jednak tutaj troche rzadkosc, ze nie ma ladniejszej monety niz polski grosik i, ze gdy mlodsza szla pierwszego dnia do nowej szkoly troche zdenerwowana, to dalam jej polski grosik, ktory akurat mi wypadl z porfela, na szczescie i okazalo sie, ze dziala, wiec takiego szczescia nie bedziemy teraz marnowac na szczescie z fontanny. Zwlaszcza, ze istnieja teorie, ze rzuca sie aby w to miejsce wrocic, a to, biorac pod uwage, ze mowimy o outlecie, ktory jest zlokalizowany na trasie dziecka do szkoly, a nie o malej wiosce w Alpach, jest i bez tego grosza w fontannie przesadzone.
Wziely wiec te monety i pobiegly sie bawic. Po chwili wracaja z paczka chipsow, ktora jak sie okazalo, wcale nie wyplynela z fontanny, a ktora kupily sobie w maszynie. Stwierdzily, ze nie chcialy marnowac pieniedzy w fontannie skoro obok byla pyszna maszyna. Gdy okazalo sie, ze maja za malo, a obok przechodzil pan policjant, dobrze wyczuly, ze policjan jest tam aby pomagac, takze przy kupowaniu chipsow i poprosily go o pomoc. Wytlumaczyly, ze wrzucily kase, a chipsy nie wychodza, wiec on jak to policjant, gdy zauwazyl ze maja za malo, troche im dorzucil! Zebry u pana policjanta! I to wszystko pod okiem dwoch bacznie pilnujacy, siedzacych na lawce i tylko troche rozmawiajacych mam.

środa, 10 września 2014

TV

U mlodszej w szkole maja smieszny tydzien. W poniedzialek szly do szkoly w pizamach, wczoraj "crazy colors" czyli szalenstwo kolorow, dzisiaj wacky day, czyli odjazd na calego. Mlodsza zalozyla okulary miniona, uszy krolika, korale i boa. No i ten dzien wybrala sobie telewizja by odwiedzic ich klase. Widze, ze pokaza sie od jak nalepszej strony.

Dziecko ma tydzien na szklanym ekanie, dzisiaj telewizja sniadaniowa, w piatek hymn na otwarcie gry stanowego baseballa. Dla dziecka, a tym bardziej rodzica, jest to dosyc ekscytujace. Mam nadzieje, ze zalapie sie na kilka sekund na szklanym ekranie. Mam nadzieje, ze w tym szalonym kostiumie bedzie chociaz rozpoznawalna. :P

Moglo byc gorzej, byl taki moment ze chciala isc w blond peruce i masce weneckiej. :P



wtorek, 2 września 2014

piosenka i dywagacje o tym i o owym

Ostatnio starsza slucha tego i bardzo mi w ucho wpadlo.




macie to u was? jak nie to wam przegram. :PPP 



Lubie gdy piosenki opowiadaja jakas historie
Tutaj zestresowany chlopak prosi o reke

A jak to bylo u was?
Czy wasi rodzice akceptowali waszych partnerow/ mezow/ chlopakow/ kochankow?

Ja raz mialam chlopaka ktory mial dredy i podarte jeansy i moj ojciec powiedzial, ze po moim trupie,
mimo, ze nikt sie nawet nie oswiadczal.
A monsz mu siem spodobal. Moze widzial juz tylu wariatow, az az sie zdziwil, ze na koniec taki normalny i nie mial dziury w spodniach ani w butach, ani nawet w czesciach ciala.

Ale i tak zaskoczylam moich rodzicow, bo wyjechalam na wakacje
i gdy zadzwonilam, ze jest tak fajnie, ze nie wracam, tylko wychodze za monsz
to w sluchawce zapadla cisza
i ojciec odrzekl "ty sie nie wyglupiaj". :P

A ja nim zadzwonilam przezylam atak serca i zoladka
bo balam sie co bedzie gdy powiedza "nie"
co bym wtedy powiedziala?
no chyba powiedzialabym trudno
Milo sie gada, musze leciec bo obiad siem przypala
zadzwonie innym razem to sobie pogadamy na inne tematy

i czulam, ze po tej rozmowie pepowina zrobi trach
i jak gumka recepturka rozciagnieta od ostatecznosci
peknie i strzeli mnie w lepetyne

ze juz wiecej nie bede sie juz pytac o zgode
no moze tylko czy mam przyleciec w maju czy czerwcu

A dzisiaj som urodziny menza.
Nieeeeeeech zyje nam,
niech mu sie wszystkie marzenia spelnia (pod warunkiem, ze nie koliduja z moimi marzeniami :P)


czwartek, 28 sierpnia 2014

hura!

Omajgasz! Dzisiaj tanczymy kaczuszki. :)

Poszlam na wywiadowke i okazalo sie, ze jeden chlopiec mieszka z nami prawie po sasiedzku. Smiesznie, bo usiedlismy przy tym samym stoliku i gdy pani powiedziala co miala do powiedzenia, gdy wyczerpaly sie pytania od rodzicow, facet podniosl reke do gory, przeprosil za prywate, ale od dawna poszukuje pewnej rodziny ktora mieszka w jego okolicy. A ja siedze obok i az podskoczylam z radosci. :)

Chca razem wozic dzieci do szkoly i ojciec wolalby ich zawozic z rana, wiec ja przywozilabym ich spowrotem. No z nieba mi pansfo spadli. Modlilam sie o was cale lato. Hura, jak fspaniale!

A pani nauczycielka powiedziala, ze mam najwspanialsze, najslodsze i najmilsze dziecko i, ze kocha moja mala Mii. Podsluchiwalam i wszystkim tego nie mowila. :P


środa, 27 sierpnia 2014

Mlodsza jak juz sie wygramolila spod spodnicy ktorej nie mam, jak juz sie przelamala i nabrala zyciowej odwagi to tak w siebie uwierzyla, ze zapisuje sie na wszystko jak leci a wszystko ja zachwyca w 200%. Zalamala mnie informacja, ze sie zapisala do choru szkolnego, bo proby sa godzine przed rozpoczeciem szkoly, no ale skoro monsz podjal sie wozenia bladym switem to od razu wsparlam te wspaniala inicjatywe. Zaraz potem zapisala sie do szkolnych cheerliderek. Spotkania zaraz po szkole, wiec mamo przyjezdzaj poltora godziny pozniej. No z pozniej to akurat nie mam problemu. Do tego od kliku lat gra w klubie w pilke nozna, no to niech gra, sobie pobiega. Az tu nagle mala, jak ta zaba w kawale, ma sie rozerwac. Okazalo sie, ze tego samego dnia o tej samej godzinie ma pilke (na szczescie probe nie mecz), wystep przed szkolnym meczem koszykowki jako cheerleaderka, bardzo jej zal, bo to pierwszy jej wystep, a chor ma odspiewac hymn przed meczem stanowej druzyny baseballa; i nie dosc, ze beda w TV to jeszcze beda siedziec w pierwszym rzedzie.

A propos hymnu musze powiedziec, ze bardzo wzrusza mnie hymn amerykanski. No polski tez, ale w amerykanskim, jak slysze to gorne c i to "land of the free and the home of the brave" to prawie placze i prawie mam ochote pasc na kolana. I nie wiem czy to, ze brave, czy, ze  free czy moze home, czy to gorne C tak na mnie dzialaja. Puszczaja ten hymn codziennie na rozpoczecie szkoly i wszystkie matki i ojcowie, ktorzy nie zdazyli jeszcze wsiasc do samochodu i odjechac, a hymn grajacy z glosnikow przylapal ich wychodzacych z bramy szkoly, jedna noga w samochodzie, to klada reke na sercu i zamieraja. I wtedy cos unosi sie w powietrzu, ze nawet jak nie bylam jeszcze obywatelka to nie smialam powiedziec, ja panstwa przepraszam, ja nie mam obywatelstwa, wiec mnie ten hymn nie obowiazuje, wienc z panstwem stac nie bede, bo sie spiesze do fryzjera. No nie dalo sie, dreszcz mnie przechodzil po plecach, jakies wzruszenie i stalismy tak na tych chodnikach i parkingach i dopiero jak juz odegrali, to swiat wracal do dawnego rytmu.

sobota, 23 sierpnia 2014

100 lat...

Babcia menza konczy 100 lat. Jest w rewelacyjnej formie. Co prawda juz nie biega, nie tanczy, ale jest w pelni samodzielna osoba zyjaca w tym samym domu w ktorym wychowala dzieci. Nadal czyta, nadal zartuje, umie sie cieszyc kazdym dniem.

Czego oczekuje sie od zycia, zeby moc i umiec sie nim tak dlugo cieszyc?

Robin Williams mial teoretycznie wszystko, a jednak zycie go nie cieszylo. Przykro mi gdy sobie pomysle, ze czlowiek ktory umial rozbawic caly swiat, siebie rozbawic nie umial. Bardzo go lubiam, nawet nie ze za fillmy, ale w swoich wywiadach byl tym przemilym facetem z takim powerem i takim poczuciem homoru, ze czlowiek mial ochote przysiasc sie jak wokol ogniska i wyciagnosc rece by sie ogrzac.

Wiec zycze i babci i sobie i nam wszystkim
abysmy zawsze byly jak te panie na pierwszym siedzeniu
bysmy umialy sie cieszyc
na zewnatrz i w srodku
i niech nam podwiewa spodnice
i porywa kapelusze
a nawazniejsze niech podrywa nasze dusze



piątek, 15 sierpnia 2014

nowa szkola

Mlodsza jak na razie jest nowa szkola zachwycona. Jest ich w klasie 18, rowno po polowie dziewczynek i chlopcow. Widac, ze nie tylko sie ucza, ale i dobrze bawia. Uczyli sie o teleportacji to zaraz zbudowali model teleportera. Corcia, proszem ciem wez sie do roboty, ja na tom teleportacje od lat czekam. Zawsze gdy lece sto godzin do Polski i tylek mi wiednie to zaklinam, aby ktos sie wreszcie na powaznie zabral w tej dziedzinie do roboty.

Rozmawialam z jedna mama, ktorej corka od roku tam chodzi i bardzo dalo mi to do myslenia. Jej corka jest bardzo zdolna, ale w innych szkolach (a probowali najrozniejszych od Montesori, panstwowe, prywatne, az u nas zladowali) zawsze byla totalnie znudzona i bardzo nauczycielom przeszkadzala. ADHD wylewalo sie z niej niczym rzeka, a gdy zaczela uczyc sie na swoim poziomie, gdy wszystko zaczelo ja interesowac, ponoc kompletnie przeszlo. Nawet pytalam sie mlodszej czy ta dziewczynka faktycznie nie przeszkadza, bo bylo mi az trudno w to uwierzyc, ale odparla, ze ta dziewczynka czasami powie jakis fajnych zart, i, ze jest bardzo zabawna, ale generalnie nie przeszkadza.

Matka ta powiedziala mi  troche jak to wygladalo w zeszlym roku, jakie robili projekty itd. Ponoc nawet jak czytali lekture to zawsze byl jakis twist. Np. nauczycielka nie podawala im autora i tytulu, odcinala zakonczenie i sami mieli to zakonczenie napisac, a potem dopiero poznali to prawdziwe. Innym razem mieli wymyslec taka historie aby zly bohater w jakis sposob stal sie dobrym bohaterem, itd.

Z projektow naukowych, to np. kazde dziecko mialo wybrac sobie zwierze, ktore wydaje mu sie wyjatkowo interesujace (ach, szkoda, ze nas tam nie bylo, juz widze te sliczne tarantule :PP). Wtedy musieli zrobic caly research, w kompie zbudowac go 3-wymiarowo, a na koniec zrobic prezentacje, a do niej model, calego, albo najciekawszego fragmentu zwierzecia. Jej corka zrobila stope jaszczurki, skupiajac sie na tym dlaczego przykleja sie do sciany. Ponoc inne dziecko zrobilo skrzydelko ptaszka, itd.

Generalnie ucza sie wszystkiego teoretycznie normalnie, ale codziennie maja cos ciekawego do pomyslunku.
Nawet na muzyce nie ucza sie tylko spiewac, ale i tanczyc.

Poza tym, no coz... Jeszcze w pierwszym tygodniu udalo nam sie wyjsc do szkoly bez plecaka. ;)

Ale nie moge sie za bardzo czepiac, bo sama kiedys to przezylam. Szlam z kolega i cala droge wywijalam woreczkiem z butami na w-f (wtedy jeszcze nie weszly w mode reklamowki ;)). Kolega tez byl chyba zakrecony tym woreczkiem, albo taki skupiony aby nim przypadkiem nie oberwac i dopiero gdy doszlismy do szkoly kolezanki zauwazyly, ze czegos mi brakuje.
Mlodsza pobiegla z butami do garazu, bo postanowila zalozyc je w samochodzie. Nie wyszla wiec z pustymi rekoma i dopiero mniej wiecej w polowie drogi cos ja tknelo i zapytala czy wzielam moze jej plecak.

wtorek, 12 sierpnia 2014

zyjemy

Mlodsza przezyla. Zapytana jak bylo odparla "awesome".
Ma nowom najlepszom kolezankem, ktora, i tu siem zdziwilam, jest w 4-ej klasie. Ale sa w jednej klasie. No to sie naprawde zdziwilam, bo przeciez mlodsza jest w 3-ej.

Moze to sobie jeszcze pododaje na palcach. Moze dowiem sie czegos wiecej na zebraniu.

Starsza tez zadowolona. Wystroila sie na ten pierwszy dzien szkoly jak stroz na boze cialo w bluzke "wake me up when it's Friday". Bosz, jak ja kocham moje dziecka. A najbardziej kiedy spiom, albo jak som w szkole.


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

zycie, pranie i wieszanie

Od czego by tu zaczac te opowiesc przyczynowo- skutowa?
Moze zaczne tak jak filmach, gdzie najpierw pokazuja stara glowe ktora wzdycha, sapie, kolebie sie na bujanym fotelu, a potem zachodzi mgla i pokazuja dziecko lat osiem.

Dawno temu, jakies pincet dwadziesia lata temu wieszalam gazylion pieluch na balkonie. Mialam mlodszom siostre i jako starsza siostra bylam czesto fizycznie i przy okazji psychicznie dreczona i do tego pileuch wieszania zaganiana. Ona sikala, mama prala, ja wieszalam i czulam, ze najgorszy element w tej piramidzie mi siem trafil. Wienc mam prawo miec wstrent to wieszania, mam.

Przyjechalam do Stanow i najbardziej ucieszyla mnie nie zmywarka do naczyn, nie kawa na wynos, ale wlasnie suszarka do ubran. Pokochalysmy sie od pierwszego spojrzenia. Ciuchy suche i niepogniecione. Alelluja, zadnego wieszania na sznurkach. Nawet jesli kilka sweterkow skurczylo sie do rozmiaru malego psa uwazalam, ze to tylko ewidentnie swiadczy, ze nie naleza do naszego obozu i nie w tym domu ich miejsce.

Az tu nagle, znowu chmura, mgla sie znowu rozrzedza i na plan wychodzi moj monsz, ktory cos tam kombinuje po glowie sie drapie i widac po oczach ze wpada na jakis innowacyjny pomysl. Zostawilam go na kilka tygodnii samego, a tu panie wprowadzil nam nowinki techniczne godne 21 wieku i powiesil nam w ogrodzie linke na pranie. Mieszkamy na pustyni, przeca wyschnie predzej niz w tej suszarce. Czlowiek kawe wypije, nogom czy razy pomacha i juz bedzie suche.

Przyjechalam z Polski paczem i paczem. Nie wiedzialam czy mam sie wzruszyc czy protestowac.
I dalam tej lince szanse. I czuje sie jak te murarki warszawskie. I wyrabiam norme, co ja mowie 100, 200, 300 procent normy. Czekam az mnie w kronice filmowej pokazom. I przychodzom kolezanki do corek i pytajom czy nam sie suszarka zepsula, a ja im mowie, ze to tylko tak dla frajdy, taka ulanska fantazja.

Ale malo tego! Moge powiedziec , ze stalo sie to mom pasjom. Otrzepie, rozciagne, glatko powiesze tak, ze prasowac nie trzeba.
I patrze jak powiewa. Pije kawe, patrze i wzdycham. I glaszcze to pranie raz po raz. I mysle o mamie,  i o babci, a nawet o siotrze co to sikala w te pieluchy nieswiadomie. I czuje te moc, takie circle of life.
I jakze mnie relaksuje to pranie jak tak powiewa. A biale to prawie mnie zwrusza i zachwyca, te biale rzedy bluzek jak w reklamie proszku, takie sliczne, ze ma sie ochote spiewac dmuchawce, latawce, wiatr.

I tak sie bawie w ten dom. A moze to juz jest klimakterium?

- - - - - 

A dziecka maja dzisiaj pierwszy dzien w szkole. Mlodsza w tej nowej.
Najpierw wylalo sie mleko i nie wiem czy to symbolizuje, ze za pozno, nie ma juz odwrotu.
Potem na autostradzie lecial nad nami balon i czy to symbol, ze dziecko poleci hen, hen?
Jak zwykle martwie sie troche. Trzymamy kciuki.



wtorek, 5 sierpnia 2014

sama nie wiem o czym ta notka jest

Zmeczona jestem
Wyjechalismy, tak, zeby szybko odpoczac, bo zaraz sie szkola zacznie
i wyjatkowo sie tym wypoczywaniem zmeczylam

Starszej wczoraj wmontowali aparat na zeby
poprosila o gumki fioletowe i zlote
jeszcze jej kupie portki w kroku i moze startowac na raperke
Biedna jest bardzo, siekacze ja pobolewaja i jesc nie chce

I smiac mi siem chce trochem
jaka ta sila wyzsza jest
troche zlosliwa a troche dofcipna
troche zabiera, a trochem wynagradza
Ta szkola do ktorej bede wozic mlodsza jest obok najbardziej wypasionych outletow w calym miescie
bede codziennie obok outletow
Ciekawe czy jesli bede chodzic tam codziennie rano to zadzwonia po policje
albo po psychiatre
albo po mojego menza.
Panie, pan wezmie zone bo codziennie za male ubrania przymierza. :P



środa, 30 lipca 2014

syndrom pokolonijny

mam syndrom pokolonijny
tak zamiast menopauzy
prawie kolebie sie i spiewam cztery razy po dwa razy

ciesze sie, ze wrocilam
ale zal mi tego co zostawilam
rozbita jestem troche
niby tu, ale jakies male kawaleczki jeszcze tam
(niczym ta czekolada po ptasim pleczku co jom obskubalam i nie zjadlam bo byla goszka)

ostatnio tak sie czulam po koloniach w Jaroslawcu w lipcu 1948

dobra, trzeba sie za siebie wziac
od jutra cwicze
plan jest taki
taka rozpiska dla ulatwienia
10 kila z dupy, bo nie chce by mnie mylili z tylu z Kim Kardaszian
5 kila z brzucha, zeby dziecko przestalo sie pytac, czy mam w brzuchu dzidziusia
7 i pol z ud wcale nie musi przejsc na cycki, bo chce byc realistkom. :P


piątek, 25 lipca 2014

home sweet home

Dolecielismy bez wiekszych przygod. Godzinne opoznienie wylotu z Monachium nie zmienilo naszych planow, bo mielismy w zapasie 3 godziny na przesiadke, wiec panika, bieg i wyscig do bramki, nie byly naszym udzialem i tylko spokojnie obserwowalismy innych. Jak zwykle cos pokrecono przy biletach i tradycyjnie nie dostalam biletu kolo dzieci. Pani na lotniksu pogrzebala i wymyslila taki uklad: obie corki kolo okna, korytarz, pewna pani i ja. Zawsze gdy robiono nam takie numery inni podrozni z usmiechem na ustach przesiadali sie, bo nie chcieli zajmowac sie podczas podrozy moimi dziecmi. Ale tym razem bylo inaczej. Nie wiem czy dzieci moje juz za stare i nikt nie martwi sie, ze moze sie zrombia w pieluche i bedzie smrod, ale pani ktora siedziala pomiedzy nami oznajmila, ze ona czesto chadza do toalety i musi byc przy przejsciu. (Klamala, poszla raz!) Obiecywalam, ze za kazdym razem ja wypuszcze, ale chyba bala sie ze wygladam na taka co sie napije wina i zasnie chrapiac wiec nie poszla na ugode. Poczatkowo mialam jej za zle, zwezalam oczy i rzucalam na nia swoj urok, az przypomnialam sobie, ze od tego robia sie zmarszczki pod oczami. Planowalam, ze bede chodzic do toalety na siku co 10 a na kupe co 15 minut, ze ja jej pokaze. Ale nagle okazalo sie ze moje corki doskonale sobie radza bede mnie. Z obiadu jedza tylko chipsy, za to nie zaluja sobie cukierkow, zamiast spac ogladaly filmy, ale cisza, panie spokoj. Takiego spokoju w samolocie nie mialam od czasu porodu. Zadnych mama daj, mama boli, mama kiedy. Spokojnie obejrzalam trzy fajne filmy, podrzemalam pomiedzy kazdym i taka zrelaksowana po 9-cio godzinnej podrozy jeszcze nie bylam. Od tej pory tak bede zamiawiac bilety.

Troche pijani ze zmeczneia, ale w koncu home sweet home. Wlasne lozko, pies i kon mechaniczny. Wlasny zen.

Pies praktycznie fruwal z radosci. Ponoc gdy monsz po nas jechal, powiedzial mu, ze jedzie po i wymienil z imienia, na co pies smigal radosne kolka po calym domu.

Wyjazd uwazam za bardzo udany, pogoda w sumie dopisala, spotkania z ludzmi przeszly moje oczekiwania, okazalo sie mam w sobie jeszcze te odrobine (ekhm) szalenstwa.
A na pamiatke kupilam sobie trzy pary slicznych sandalow. :)

Najbardziej mnie smieszy gdy ludzie pytaja skad jestesmy bo skaczemy po tych jezykach, ze sie zorientowac nie moga. :P

A jak mlodszej kazalam polozyc cos na kupke to jej mina tez byla bezcenna. ;)


niedziela, 20 lipca 2014

Tego sie nie da opisac.

Speszone, niesmialo patrzymy sobie w oczy, sciskamy sie i oswajamy.
slowo czytane co rano do kawy stalo sie cialem.

Kto mnie najbardziej zaskoczyl, inaczej go sobie wyobrazalam?

Rybenka, jest tak piekna ze zadne zdjecia nie oddaja jej urody
spoko mozna powiedziec ze byla krolowa balu

Mamma, co za sloneczko! Na blogu dla zmylenia somsiadow udaje zmijke. Do tego ten cieply glos, zadne zle czy brzydkie slowo nie przeszloby jej przez gardlo. ;)

Sollet, co za fspaniala gadula! A w komciach taka oszczedna. ;)

Dosia bierze tytul zaskoczenie roku i nastepnym razem bedzie wodzirejem. ;)

Reszta pasowala idealnie do tego co siedzialo w mojej glowie, bo tylko chwilami myslalam, ze za tymi nikami kryja sie zboczency i oszusci. Kobiety takie, ze nic tylko konie krasc.

Szkoda, ze niektorymi sie nie zdazylam nacieszyc tak jak bym chciala.

To byly najlepsze kolonie ever!

środa, 16 lipca 2014

zupa

Moja mama wziela wnuczki na odchod okolicy i gdy nagle zaczelo lac weszli do pierwszego lepszego budynku. Byl nim Uniwersytet Medyczny. Jak po sznurku trafili do stolowki,  gdzie kupili sobie pomidorowke. Mlodsza uznala, ze juz wie gdzie bedzie studiowac, bo nigdzie indziej nie maja takiej dobrej zupy. :P

wtorek, 8 lipca 2014

topie sie wiec jestem

Przyjechala Arizona do Poznania i sie rozplywa, nie tylko nad pieknym Starym Browarem czy Starym Rynkiem. Jade tramwajem i mam wrazenie, ze wszyscy trzymaja sie swiezo niczym mlode ogorki, a ja sie topie. Mam wrazenie, ze splywa mi wszystko, czuje ze tusz do oczu zaraz wypelni mi oczodoly, makijaz zacznie kapac na bluske, czy farba z wlosow splynie mi po plecach do butow? Jestem gotowa zdjac bluske i dalej jechac w samym staniku, moze potem tez go zdjeme aby go chociaz wykrecic i przetrzepac za oknem. Topie sie. :)

Ale i tak jest fajnie.
Blednik wrocil do siebie i wreszcie przestalo mi sie krecic w glowie.
Odzyskuje zmysl smaku.

I smakuje
przeszlosc miesza sie troche z terazniejszoscia
ale smaczne sa te mieszanki

Spotykam ludzi, ktorych mysli mialam okazje poznac
ale twarze, glosy, spojrzenia sa ciagle nowe
ale w tych spojrzeniach jest to cos
ze patrzymy sobie prosto w oczy
i sie smiejemy

środa, 25 czerwca 2014

zakrecona

O rany. Czlowiek chce sie wreszcie zaczac pakowac, albo chociaz zakupic potrzebne do pakowania walizki, a tu dzieci ciagle wymyslala coraz ciekawsze zabawy. No kto by pomyslal, ze starsza mi taki numer wykreci i to doslownie. Dziecko wpadlo na pomysl by zrobic sobie loki. No jest cos w tym powiedzeniu na glowie loki a w glowie ptoki bo od razu poleciala po bandzie. Poniewaz ma matke, ktora za lokami nie szaleje, a jedyne co ma na skladzie to prostownice, to dziecko, jak ten pomyslowy Dobromil zaczelo kombinowac. Wziela wiec taka waska okragla szczotke z bardzo dlugim igliwiem. Nie wiem co ta szczotka u nas robila. Mlodsza ja kiedys kupila bo byla w kolorze teczy, ale na tym jej urok i przydatnosc sie konczyla. Starsza zaczela krecic i suszyc, suszyc, krecic wykrecac, az tu nagle przyszla ze szczotka na czubku glowy tak wkrecona, ze ani w prawo, ani w lewo, ani w gore ani w dol. Probowalismy podwazac wlosy, nic, wykrecac ani odkrecac nie dalo sie bo ciasno, panie, ciasno. Juz rozwazalismy obciecie, ale to musialaby byc bardzo krotka fryzura. Juz widze te ciotki w Polsce dyskretnie pytajace czy wlasnie przechodzilismy wszawice?

Mowie jej, ze sprawa jest beznadziejna. I nagle w mojej glowie jawi mi sie obraz z dziecinstwa, obraz z nawy bocznej sw. Tadeusza Judy, patrona spraw beznadziejnych. Pamietam doskonale, bo od dziecka wiedzialam, ze to imie obok sw. Antoniego moze sie w zyciu przydac, tylko oszczedzalam na czarna godzine. Wtedy smiech mnie lekki ogarnal, ze ja tak portafie tu swiety od tego tamten od tamtego, ze no naprawde moher. A jak moher i moherowy beret to czym sie robi jak nie szydelkiem, a szydelkiem to dzieci me robia branzoletki. Dawaj szydelko! Wlos po wlosie, kepka po kepce wyciagalam z tej szczotki te biedne wlosy. Szlo to powoli, starsza przyniosla sobie laptopa i pol filmu w tym czasie obejrzala. Jak skonczylam, tadaaa, wyszlo nam sliczne afro wieksze od glowy.
I tak to sie bawimy w dzierganego.

Starsza twierdzi, ze to wina braku lokowki i zamierza ja kupic, a ja sie boje, ze to moze sie tak skonczyc. Pamietacie to video?






czwartek, 19 czerwca 2014

Pomylka

Dostalam emaila od pani z tamtej szkoly, ze bardzo szkoda, ze dziecko, tak blisko, tuz tuz,  ale kilkoro dzieci wieciej niz miejsc, ze trudna decyzja, bla, bla, bla. No czulam, ze jakis Einstein naszej Sklodowskiej noge podlozy.

Ale w sumie to sie ucieszylam, ze nie bede musiala jej wozic. Z radosci zrobilam sobie trzecia kawe i odpisalam pani, ze bardzo dziekujemy za uwage, ze i tak czujemy sie nominacja wyroznieni i postaramy sie jej za bardzo zyciowo nie zmarnowac. No i nie wiem czy pani sie przestarszyla, ze nie mozna nam zaufac czy co, bo zaraz zadzwonila.

Pomylka, ze ja na formularzu wpisalam, ze dziecko jest w 3-ej klasie, wiec ona ja przymiarzala do dzieci z 4-ej, a przeciez ona dopiero idzie do 3-ej. (bo tam ponoc trzeba byc z czytaniem i matma min. 2 lata do przodu). No ale skoro sa wakacje, to chyba do drugiej tez juz nie chodzi, proszem paniom. Czy to byl test dla rodzicow na inteligencje i nie zdalismy? Bo wiekszosc rodzicow czesciej sprawdza skrzynke pocztowa i oni zlozyli podania jeszcze pod koniec roku szkolnego, a nie w wakacje. A my sprawdzamy raz na miesiac, bo nie oczekujemy tam niczego lepszego niz ulotki wiec jakos nam sie nie pali.
Chyba ze czekamy na jakas smaczna ksiazke. ;)

To teraz trzymajcie kciuki, aby to byla dobra decyzja, bo troche sie tego wszystkiego boje.
A najbardziej sie ciesze, ze tak jak ja sie wszystkiego boje to moje corki niczego sie nie boja.

środa, 18 czerwca 2014

Urodziny Olgi!

Olgo nasza kochana
zycze ci dzisiaj od rana
spelnia wszystkich marzen i
samych fajnych wydarzen



Twoje zdrowie!



a reszte Marek Grechuta dopowie:





poniedziałek, 16 czerwca 2014

sen

lo matko, pozno poszlam spac, z ranka wstalam, czekalam, az zrobi sie kawusia i leglam na minutkem na kanapie.

I dopadl mnie sen.

Jade sobe samochodem, robie zakret, a wlasciwie ledwo go wyrabiam bo okazuje sie mam podczepiona wielka przyczepe. Parkuje, otwieram, a tam polki a na nich pelno chleba, bulek, bagietki i paczki, ponczki nie paczki, w czekoladzie. A ja wlasnie nie lubie w czekoladzie.

No i sie zastanawiam co z tym fantem zrobic. Zjesc czy zgloscic? Czy zostane posadzona o kradziez plandeki z pieczywem?

Nic, jestem obok mola to ide za zakupy, wiadomo, ze jak sobie czlowiek cos ladnego kupi to od razu lepiej mysli. Mlodsza mam ze soba; nagle ona widzi jakies przedszkole dla dzieci, taka przechowalnia dzieci jak w Ikei i tam sobie idzie. W toalecie spotykam przyjacioke i ona radzi mi, ze obok jest jakas piekarnia, zeby tam odwiesc to pieczywo, bo pewnie gdzies ludzie chodzom glodni, ja sobie po molu laze, a pieczywo stygnie.

Bla,bla, bla, pozbywamy sie pieczywa, robi sie ciemno, a ja nie pamietam gdzie zostawilam mlodsza. Dostaje sennego ataku paniki po pot i zadyszke. Dlaczego ona nie ma komorki, do starszej bym zadzwonila i znalazla, a gdzie ona mala, biedna sie podziewa. Biegam i szukam. Wychodze z mola aby jechac do domu, bo moze dziecko zamiast dzwonic na komorke z pytaniem "mamusiu gdzie sie podziewasz?" zadzwoni na domowy. Patrze, a parkingiem maszeruje mlodsza z teczka pelna rysunkow pod pacha i mowi "ide do domu bo nuda, oni nic tylko tam koloruja".

co poeta mial na mysli? :P





niedziela, 15 czerwca 2014

Urodziny!

Z okazji urodzin, Viki
zycze ci bys miala wyniki
niech ci sie spelnia wszystkie marzenia
i zrobilam ci torta do jedzenia:






Pijemy Twoje zdrowie!




A to kazdy o Tobie zapiewa lub powie ;)







wtorek, 10 czerwca 2014

wspomnienia kolonijne

Starsza wybiera sie tego lata na pierwsze kolonie, co oczywiscie przypomina mi moje tego typu wyjazdy.

Pamietam, ze pakowac sie zaczelam miesiac wczesniej (szkoda, ze ta cecha charakteru gdzies po drodze zaginela). Najpowazniej podeszlam do sprawy torby podrecznej. Byla sliczna, ostro pomaranczowa, w sam raz na kolonijny szpan. Caly miesiac ja pakowalam. Nie pamietam czy mialam tam trzy litry pepsi w szklanych butelkach czy cztery bidony z herbata; bo przecie karty i flirt towarzyski z obrazkami kamasutry na odwrocie nie sa takie ciezkie. Gdy pospiesznie podnioslam torbe w dniu wyjazdu to poszedl pasek. Wtedy ojciec z werwa przepakowal mnie to innej, pierwszej lepszej torebki mojej mamy, przy czym ja uznalam, ze fstyd, obciach, stare i niemodne i, ze ja z ta torba nie jade. Ojciec stwierdzil, ze w takim razie nie jade, bo nie na czasu na przepakowanie. Na przepakowanie nie, ale na focha zawsze wystaczy.Usiedlismy tak z z twarzami pokerzysty i czekalismy kto zmieknie. Oczywiscie, ze ja, bo zaraz autobus odjedzie beze mnie. To dopiero bylo wejscie. Spozniona, zasmarkana- zaryczna, ale i tak przekonana ze te przyklejone do szyby w gotowym do drogi autobusie twarze gapiom sie na mnie ze wzgledu na te torebke.

Na koloniach zawsze zakochiwali sie we mnie wlasnie ci ktorzy akurat najmniej mi sie podobali. I potem bylam rozdarta miedzy litoscia, a niechecia. Ze litosc daleko nas nie zaprowadzi nauczylam sie gdy dalam sie namowic na lody i pierwszy raz w zyciu lody mi nie smakowaly i ich nie skonczylam.

A najmilej wspominam chlopaka, ktory tez mi sie nie podobal, ale mial do tego fajne podejscie. Najpierw zrywal mi roze z klombu, a potem spiewal "oh, Ela stracilas przyjaciela", a na koniec wypil mi caly szampon bambino. Nie wiem czy byla to proba samobojcza czy chcial przez to pokazac swa sile i determinacje, czy tez taka "slodka" zemsta.

Pierwsze odwzajemnione uczucie kolonijne nastapilo w 7-ej klasie. Na chuscie kolonijnej mialam po nim krople krwi, bo oszczyl mi kij na ognisko i sie zacial. Potem pisalismy do siebie listy i bardzo mnie namawial na spotkanie i wtedy nauczylam sie, ze zwiazki na odleglosc sie nie sprawdzaja (co potem zadecydowalo o moim szybkim zamazpojsciu i emigracji). Lata pozniej jechalam pociagiem z Poznania do babci do Wrzesni, a tam panie, Rawicz, rzut beretem od Poznania, a wtedy wydawalo sie, ze dzieli nas ocean. :)
(Moze dzieki temu lata pozniej, w innym zwiazku,  juz nawet ocean nas nie rodzielil ;))

 Ile to sie czlowiek o zyciu na takich koloniach nauczyl.

A jakie sa wasze wspomnienia z kolonii?


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Zabawa w dom

Mlodsza byla na urodzinach, gdzie cala frajda polegala na tym ze dzieci uczyly sie gotowac u profesjonalnego kucharza. Zrobily pizze, cupcakes i szejki (ale niestety nie stiwens). W miedzy czasie pogadalam sobie z innymi mamami  i jedna powiada, ze ona tez sobie zrobila urodziny w tym miejscu. Nie, nie zartowala. Nie moglam pojac co to za frajda. Ja wiem, to juz nie te lata, gdy pilo sie i balowalo do bialego rana, ale zeby najlepsza zabawa, w taki dzien, byla zabawa w dom?  Nie robila co prawda ze swoimi goscmi pizzy, ale bardziej wyrafinowane danie, niemniej jednak o maj gasz, nie dosc, ze musze zaplacic to potem jeszcze sama musze ugotowac? To nie lepiej usiasc i spokojnie zjesc w restauracji? W kucharza moge sie spokojnie pobawic w domu i to za darmo. Rozumiem, male dzieci sie ciesza, ze pacz panie, pizza, tymi rencami, toz to prawie czary- mary, ale dorosle ludzie co to ich nikt od dawna z kuchni niewygania beda czerpac radosc z krojenia cebulki? Myslalam, ze moze na deser dla doroslych kucharz robi taniec na stole ze striptisem, ale tez nie. I znowu, panie, widac, ze jakas taka malo nowoczesna jestem.

czwartek, 29 maja 2014

Starsza nam doradzila, ze "skoro mlodsza taka madra" to sama podejmie najlepsza decyzje.
Dlugo sie wahalam bo bardzo mi ta jazda do szkoly o tej wczesnej godzinie nie na reke. 
Zeby bylo malo zaczynaja pol godziny wczesniej niz szkola ktora mamy pod domem. :/

Ale program ciekawy, pod skrzydlami uniwerka, STEM czyli science, technology, engineering i mathematics.
Gdy powiedzialam o tym mlodszaj podskoczyla i juz sie pakowala, bo ona uwielbia science, a engineering to nie moze sie juz doczekac chociaz sama dobrze nie wie o co chodzi, chyba o budowe robotow. ;)

Pamietam jak moj ojciec wyjechal na rok do Stanow, a po roku namawial mame, bo zlozyli mu stala oferte pracy, czy moze zdecydowalaby sie na emigracje. Mama wezwala nas na powazna rozmowe, ja plakalam, ze bez najlepszej kolezanki Kingi umre, brat uznal, ze bez kolegi Witka nie jedzie, wiec mama zdecydowala, ze takiego sfinstfa nam nie zrobi. Bo jakze zyc bez Kingi i Witka? Co by to bylo, panie za zycie? Bez jakosci, bez radosci. 

A mlodsza nie miala takich obaw. Na pytanie o kolezanki, za ktorymi ja chlipie z zalu, bo miala cudne kolezanki, cala klasa byla swietna, kochalam ich mamy, uwielbialam wszelkie klasowe spotkania i imprezy, z parona mamami sie zaprzyjaznilam i mnie ich tak szkoda, a jej nie. Uznala, ze bedzie sie z nimi spotykac w parku. Dodala tylko "czy ty wiesz jak to jest nudzic sie na matematyce?" Chyba nie wiem. U nas jak bylo nudno, to przede mna i moja kolezanka Kinga siedzial najwiekszy rozrabiaka Robert Cz. i jak juz rozwiazalysmy zadania i dalysmy mu spisac to zabawial nas interesujaca rozmawa. :P 

Skontaktowalam sie z kobieta od tego programu i okazalo sie, ze to wcale nie jest tak chop- siup. Papierow do wypelnienia jakby szla na Harvard  i do psychiatryka jednoczesnie. Dwie byle nauczycielki i rodzice dostalismy ankiety z gazylionem pytan typu "czy dziecko ma umysl analityczny i jak sie to przejawia w zyciu codziennym". Hmm... moze tak, ze jak cos jest nie po jej mysli to wyje jak syrena strazacka? I wie, ze jesli sie blaga 18 razy o nalesniki na sniadanie dodajac przy tym, ze matka robi najlepsze nalesniki w calym kraju,  podkreslajac, ze matka jest najlepsza na calym swiecie, to prawie zawsze te nalezniki dostanie. No dobra, takich klod jej pod nogi nie rzucalam, ale szczerze bez naciagania odpowiedzialam, nie wszedzie dajac maksymalna ilosc punktow, bo wyszlam z zalozenia, ze jesli cos nie jest dla niej to tez krzywda byloby ja tam pchac. 

Jak sie okazalo maja wiecej chetnych niz miejsc, bo tam jest tylko jedna klasa z takim programem na rocznik, wiec przeanalizuja wszystko i wszystkich i dadza znac za tygodzien.

Wychodze z zalozenia, ze co ma byc to bedzie. Nie dostanie sie to i tak jestem dumna, ze wogole byla brana pod uwage. Uciesze sie, ze nie bedziemy sie tam telepac. A jesli sie dostanie, to znaczy, ze tak mialo byc i trudno, co zrobic, niech juz sobie bedzie ta Sklodowska. 

piątek, 23 maja 2014

Mlodsza zrobila nam straszne swinstwo. Oddycham gleboko, bo zaraz zawalu dostane.

Ale od poczatku. Jak juz wiecie domy w Stanach zmienia sie czesto, zamiast sprzatac zmienia sie dom. My tych domow mielismy juz 5 (w trzech stanach), dwa sami projektowalismy i budowalismy i byly to bardzo fajne domy. Wszystko mialy mniej wiecej tam gdzie chcialam, ostatni mial widok zapierajacy dech w piersiach, ale co z tego skoro musialam wozic dzieci kawal do szkoly, mieszkalismy wsrod ludzi bezdzietnych, dziecka do zabawy z moimi nie bylo nawet kawalka.

Wiec zmienilam troche zyciowe priorytety, ze rozmiar kuchni nie jest az taki istotny, ze trudno, widoku na gory i miasto noca nie bedzie, chyba ze sobie namaluje, ale uznalam, ze liczy sie szkola i okolica przyjazna rozwojowi dziecka. I zamieszkalismy tu gdzie mieszkamy. Troche taka wioska smerfow, ze szkola i parkiem pod bokiem do ktorej dzieci na piechote lub na rowerach podjezdzaja, ptaki spiewaja. ;)

A wczoraj dostaje list, no prawie z ministerstwa edukacji, ze przetestowali moje dziecko. O testach wiedzialam, bo u nich w szkole maja klasy dla dzieci zdolnych zeby nie ziewaly jak inni wolno czytaja. Chcialam aby tak jak starsza siostra zakwalifikowal sie na te poszerzone programy w ramach szkoly. A tu panie, surprise, mlodsza tak pojechala po bandzie z tymi testami na iq i innymi, ze zakwalifikowala sie do szkoly dla gieniuszy i moze pani przywozic teraz swoje dziecko do specjalnej szkoly. Hahahaha. Jak to przywozic? Rowerkiem nie dojedzie, a takie byly nasze plany zyciowe, ze rowerek, ze spacerek i co teraz? Czy podziekowac, czy jezdzic, czy dziecko nie zostanie Curie- Sklodowska bo mama sie przy rowerze uparla i dziecku szanse rozwoju odebrala? Szkoda mi, ze mialabym ja teraz wyrwac z klasy pelnej kolezanek, szkoly ktora zna i lubi. Czy Albert Einsten chodzil do specjalnej szkoly? Nie, a prosze jak sobie w zyciu dobrze poradzil. No nie wiem, co z tym fantem zrobic...

wtorek, 20 maja 2014

Jak wylaczyc ptasie radio?

Czytalam, ze Basia szuka sposobu na wroble. Ja szukam sposobu na wszystkie ptaki ktore wydaja dzwieki, zwlaszcza nad ranem. Pomijam, ze zjadly polawe brzoskwin, trudno, zal mi bo pyszne, ale sie podziele. Ale co to za pitu- pitu nad ranem? Nie wiem o ktorej zaczynaja, bo powieki wtedy jeszcze mi sie nie podnosza, ale niestety uszy, jak to uszy, kto wymyslil panie takie uszy co ich zamknac porzadnie nie mozna? Jak u Indianina wylapuja kazdy dzwiek. Wszystko mnie budzi, nawet jak monsz za glosno oddycha we snie, to go wyzywam, ze ma przestac, wiec taki ptaszek i to pitu-pitu fiju- fiju- tututu, ttutututut to jakby mi ktos wiertarka mi w mozgu wiercil.

Tutaj proba mikrofonu:



I zeby bylo weselej to mlodsza pisarka od trzech nocy budzi sie z placzem tak okolo 3-ej, ze chodza po niej pajaki. I zasypiac tez sie boi bo ma pod koldra tarantule. Koniec, czas na nastepna ksiazke i ma byc ona o stokrotkach.




niedziela, 18 maja 2014

miedzynarodowy dzien tequilii

Impreze starszej przezylismy. Troche mi wlosy deba stawaly, bo tyle dzieci w jednym ogrodzie, dziewczyny wpychajace chlopakow do basenu, chlopacy rzucajacy balonami z woda w dziewczyny, wszedzie widzialam zagrozenia dla zycia i zdrowia, ale nie chcialam robic wstydu starszej wiec siedzialam cicho w oknie na warcie oddychajac do torebki, ale powieki telepaly mi naprzemiennie. Tyle ludzi jeszcze jeden basen przydomowy nie pomiescil. Balam sie czy sie nie przeleje poziom wody, ale dzieki temu wiedzialam, ze jesli zacznie sie przelewac to znaczy, ze zaczeli sikac do basenu.
Pizzy zjedli tyle, ze 5 pudelek z 8 zostalo. Super, nie musze przez tydzien gotowac.

W tym wieku dzieci nie dostaja juz w prezencie zabawek a daja sobie karty do sklepow/ kina/ Starbucksa lub forse. Starsza oblowila sie jak gdyby miala polska komunie i dzisiaj pognala nabyc loptopo- tableta. Zaczynam rozwazac czy nie robic takich urodzin czesciej dla budzetu rodzinnego. ;)

Poza tym przybylo nam 6 cudzych recznikow, chlopiece skarpety, bluzka i gacie. Starsza juz rechocze jak odda temu koledze w szkole to co zostawil dodajac "kochanie, zostawiles u mnie gacie i skarpety". :P

Konczymy wiec zabawe dla dzieci, teraz czas na mlodziez.

Dzisiaj jest miedzynarodowy dzien tequilii, czy IMIENINY LUCHY!!!


Kochana, Twoje zdrowie! 



komu ciasta tequilowego? 
Miska, potrojny kawalek?


kot Luchy juz nalewa 




piątek, 16 maja 2014

znalezione

O matko, o ojcu, o ciociu Marysiu,

Trafilam na taki utwor sprzed lat ze oddychac nie moge. Wyrwalo mi pluca i serce i wszystko razem poszlo panie do roku 92. Normalnie zakrecilo mi sie w glowie i zobaczylam starych przyjaciol, mloda siebie odjechana jak cztery kowboje na koniu.

Zespol totalnie udnergrandowy, byla kaseta, ktora gdzies wcielo, a ze zespol malo znany to mimo, ze co kilka lat szukalam w przestworzach netu, sladu po nich nie bylo. Kolataly mi sie po glowie ich piosenki, nigdzie niedostepne, pukaly po roznych pokojach mozgu, pamieci i zapomnienia, jak ten Kobuszewski w Zmiennikach, az tu masz sa na youtube.




Normalnie jakby mi ktos serce rozrywal na kawaleczki.

I patrze z gory na cale swoje zycie. Tam bylam pod scena, mloda i zbuntowana, a chwile pozniej u dziewczyn w szkole pomagalam lepic maski egipskie, stabilna i mniej wiecej ze swiatem pogodzona, ale zakrecona tym przyspieszeniem do kwadratu z jakim pedzi zycie. Chwila, panie kierofco, ja wysiadam, bo mam mdlosci.

Juto impreza urodzinowa straszej. Trzymajcie kciuki, abysmy dali rade i aby bylo fajnie. Umowa byla na 20 osob, liste nazwisk zatwierdzilam, pytam dwa dni temu ile dzieci bedzie, czy komus moze nie pasuje. A ona mi odpowiada, 15 na pewno, 7 jeszcze nie wie, 2 nie moga. Poczekaj, niech dodam na palcach.

Zabawa w ogrodzie, basen w miare sie nagrzal, jak ich sie namnozy to do domu nie wpuszczam. Jeszcze tylko tojtoja zamowie. :P

poniedziałek, 12 maja 2014

No i wyszlo szydlo z worka.

Przyznaje sie, ze nie ogladalam Eurowizji, ale kraza zdjecia kobiety z broda i zawsze uwazalam, ze jestem tolerancyjna, ale sorry cos mi tu zgrzya. Moze mnie poprawicie, na dobre tory naprowadzicie, chociaz na dobry slad.  Mam wrazenie, ze nikt nie chce przyznac, ze krol jest nagi, bo boi sie o posadzenie, ze przyjechal z ciemnogrodu, fstyd, obciach i niemodne kozaki.

Szanuje i akceptuje, ze ktos urodzil sie nie tym kim chcialby sie urodzic, ze plec nie zgadza sie z mozgiem, ze nie akceptuje siebie i chce byc kims innym. Akceptuje, ze ktos ma potrzebe przebierania sie za kobiete. No ale halo, albo w to wchodzimy, albo nie. Czy sie jeszcze wahamy? Bo sorry, ale kobiety zazwyczaj gola pachy, czesto nogi, jeszcze czesciej wonsa, a jesli maja brode to tez jej nie obnosza i chociaz na impreze sie ogola. Zwlaszcze jesli maja czas na piekna fryzure, makijaz, sztuczne rzesy to i depilacje by sobie zorganizowaly. I tego wlasnie nie roumiem. Czy chodzi o to by byc/ zagrac kobiete, czy chodzi o to by byc kobieta z broda, czy tez chodzi o kontrowersje?

Starsza uslyszala "My Slowianie" w polskiej szkole i bardzo jej sie spodobalo. Sciagnela piosenke na komorke i puszcza regularnie. Dziecko sie nauczylo przy okazji o Slowianach, a o tym co mama w genach dala, to juz wlasniewie piosenka na zamowienie dla naszej rodziny. :P Dzieci sa dumne z polskiego pochodzenia i fajnie. Prosta piosenka z przytupem ale wydaje sie w sam raz na Eurowizje.
Poklikalismy specjalnie by zobaczyc polski wystep i tez nie wiem, panie, jak nic sie starzeje i juz powoli moge zbierac na poduszke ktora poloze w oknie i bede caly dzien sasiadow obserwowac, a jak cos zobacze to nawet piescia pogroze. No bo piosenka wesola, skoczna, dziewczyny , ladne, dumne z pochodzenia, nananan, fajnie, ale po co te cycki i to pranie brudnej bielizny na scenie? Ani nikt juz tak nie pierze, jeszcze beda nam z Europy ciuchy na przepierke przywozic. Naogladali sie Miley Cyrus i postanowili pokazac, ze nasze laski tez potrafia sie powyginac? Czy na nastepnym wystepie Donatan bedzie sie lapal za krocze jak amerykanscy raperzy spiewajac o swiezych polskich jajkach i krwistych kogutach?
I wolalabym aby piosenka i ladne dziewczyny w koledzacych sie kieckach bronily sie same, tak jak Counchite Wurst bez brody tez obronilaby sie piosenka i talentem, a tak bedziemy sie zastanawiac, czy wygral talent czy kontrowersja, czy chec zagrania na nosie Rosji czy chichot pod stolem?

Dobra, zbieram na poduszke i od razu na beret. Co bendem sobie zalowac?

czwartek, 8 maja 2014

Coreczki pisza ksiazeczki, a do niektorych ksiazki przychodza poczta. ;)

Dziewczyny jako ostatni projekt na koniec roku (bo u ns 22-ego maja juz koniec roku) maja napisac ksiazke.
Moze byc literatuta faktu,  fikcja literacka lub poezja

Gdzie te czasy gdy pisaly o spiewajacych wielorybach. Wtedy dowiedzialam sie, ze faktycznie sa i takie ktore spiewaja.

Teraz starsza pisze o piratach, a mlodsza.... Najpierw opisala przygody swoje, swojej kolezanki i trzeciej wymyslonej dziewczynki. Kolezanaka miala byc ilustratorka i datego mala Mi poszla na uklad, ze uzyje w histroii imienia jej i jej psa. I to byl blad. Pisarz nigdy nie powienin wchodzic w zadne uklady. Od tej tego momentu stracila wolnosc slowa. Kolezanka bacznie pilnowala, aby mieszkala w palacu, aby brala psa na lody, a po dwoch rozdzialach byla tak zachwycona, ze uznala, ze chce juz te ksiazke jako wspolna prace oddac nauczycielce. Mlodsza probowala ja przekonac, ze zadna, panie, porzadna literatura nie konczy sie na drugim rozdziele. Doszlo do konfliktu. Kolezanka zastosowala szantaz enocjonalny i plakala. Doradzilam starszej, ze moze skoro ta koleznaka tak bardzo wlazla jej w te ksiazke to moze by jej ja oddala i sama cos innego napisala. Nie wiem czy Dostojewski zareagowalby podobnie gdyby mu ktos kazal koledze oddac poczatek "Mistrza i Malgorzaty", ale mlodsza, podskoczyla, powiedziala, ze jestem najlepsza matka na swiecie, ja lze ocieralam i smarki wciagalam, a u niej w mozgu juz zabulgotalo.

Przemyslala sprawe i uznala, ze zadnych kolezanek, palacow, lodow na patyku, pieskow i kotkow. Bedzie literatua faktu z pogranicza grozy, zeby jej sie nikt nie wtracal. I padlo na pajaki. Czyta mi po odcinku co wieczor zebym miala sny kolorowe z czarna wdowa lub skaczacym pajakiem (jumping spider).


jumping spider, prawda, ze symatyczny? Czy te oczy moga klamac?



zdjecie z netu
Na szczescie nie mamy swoich wlasnych do obfotografowania. :)

Przypomnialo mi sie gdy po raz pierwszy uslyszalam o (pajaku) czarnej wdowie.
Jedna znajoma opowiadala mi, ze gdzies tam hen, hen, panie widziala czarna wdowe. A ja sluchalam i dziwilam sie, co ona sie tak podnieca, rasitka czy co? I skad wie, tak na oko, ze to wdowa?

-------------------------------------------------

Wiadomosc z ostatniej chwili.
Casablanco, doszla ksiazka! Strasznie sie ciesze i bardzo, bardzo DZIEKUJE. :)
Znowu dreszcz mnie przeszedl, ze jakis fragment z netu trafil do reala, ze jest namacalny dowod, ze to prawdziwe ludzie som, nie ufoludki w mojej glowie. ;)
Mniam, mniam, ide czytac.

wtorek, 6 maja 2014

zdaza sie...

Zrobilam na obiad spagetti. Wszyscy zjedli, nikt nie zauwazyl nieczego podejrzanego. Kilka godzin pozniej otwieram mikrofalowke, a tam mielone, ktore rozmrazalam, aby dodac to tego spagetti.
hmm...
Moze zrobie na deser? :P

Juz bym sie zaczela martwic, ze z wiekiem nie ogarniam tej kuwety, ale na pocieche przypomnialo mi sie jak szlam z kolezanka i kolega do szkoly (1-sza albo 2-ga klasa). Idziemy, wymachujemy workami do w-fu, wesolo krecimy mlynki. Gdy doszlismy do szkoly inni zauwazyli, ze przyszlam bez tornistra.


czwartek, 1 maja 2014

Sa takie dni...

Sa takie dni, ze chcialoby sie je wyrwac z kalendarza, a caly kalendarz opluc, podeptac i wyrzucic do smieci.

oj, ja cie, pier. Monsz uparl sie na ta lodz jak baba w ciazy na wozek spacerowke. Meczyl, meczyl, az wymenczy, bo w sumie mamy 20 minut do jeziora. Oni juz czuli ten wiatr we wlosach, juz te narty wodne zakladali, juz fikali w nich fikolki, ja troche bardziej sceptycznie,  w wizjach robilam zdjecia na brzegu.
A ktos tam gdzies w tym samym czasie sie glosno z tych marzen smial.
Zostalismy oszukani, firma sie zwinela, na pocieche pozostal nam kontakt z FBI, a jak wyrazimy chec to i moze wywiad w telewizji jak to dalismy sie zrobic w bambuko.

I przykro mi.
I niedobrze mi.
I mowie sobie, ze moze ci ludzie juz tak maja w zyciu przegwizdane, ze inaczej juz nie potrafia, ze to tez jest jakas forma zyciowej desperacji. Rozne mialam pomysly na zycie, ale na taki bym nie wpadla.

A potem idziemy dalej w ten dzien piekny, sloneczny i dochodza informacje, ze tam gdzie kiedys komus bysmy nieba uchylili, tam gdzie bylo duzo, duzo dobrych uczuc i mysli wysylanych, tam teraz patrza na nas jak, no jak? Ja bym wrogow tak nazwac nie umiala.

I tak sie to wszystko razem zazebia, zatapia, tu stracone pieniadze, tam stacone uczucia, zle ulokowane.

Az tu okazuje sie, ze inni ludzie walcza w tym samym czasie o zycie.
Ze gdzies sa prawdziwe dylematy
Ze te probemy co nas tu zasmucaja z perspektywy smieszne sa i blahe.

Wiec strzasamy ten zal, herbata zapijamy niesmak w ustach, bo i takie elementy wpisane sa w zycie, a ze zdziwienie wywoluja na naszych twarzach, to chyba dobrze, ze nie przywyklismy, ze wiare w ludzi mamy, obysmy nigdy jej nie stracili.

niedziela, 27 kwietnia 2014

wspomnienie

Taki dzisiaj dzien papieski, ze mnie jak zwykle na wspomniania wzielo.
O kanonizacji nie chce sie wypowiadac, bo mam mieszane uczucia.

Kazdy ma jakies wspomnienie osobistego spotkania z naszym papiezem
mam i ja. :)

Tylko raz za mojego zycia w Polsce przyjechal do Poznania.
(Gdy przyjechal po raz drugi bylam juz w Stanach.)
Dzieki wujkowi googlowi wyliczylam, ze mialam wtedy 7 lat.
I pamietam te straszne tlumy, jakich nigdy wczesniej i chyba nigdy pozniej juz nie widzialam.
A moze to przez te oczy dziecka wszystko bylo jeszcze wieksze niz w rzeczywistosci.
Okropnie sie balam, ze jesli sie zgubie, to koniec, kaszana, juz nigdy sie z rodzina nie odnajde.

Dlugo czekalismy na przyjazd papieza
milion ludzi z lewa
minion ludzi z prawa
a gdy wreszcie wszystko sie zaczelo, poczulam ogromna potrzebe pojscia do toalety.
I tylko pamietam, ze moja mama bardzo sie ta informacja zalamala.






piątek, 25 kwietnia 2014

Starsza

Strasza to moj aniolek. Chcialam bardzo aby byla dziewczynka, bo balam sie, ze chlopca nie pojme, nie zrozumiem instrukcji obslugi, i ze nigdy sie nie dogadamy. (Teraz dopiero widze, ze instrukcja obslugi chlopca jest na dwie, a dziewczynki na sto dwadziescia dwie strony.)
Pierwszy zart zobila nam jeszcze w ciazy nie odwracajac sie w odpowiednim czasie glowa do dolu. Kto by chcial tak lezec do gory nogami, od razu widac bylo wrodzony zmysl logicznego myslenia, a nie uleganie instynktom. Najpierw wpadlam w czarna rozpacz nad czekajaca nas cesarka, potem poznalam inne cesarskie mamy i tak mnie przekonaly, ze juz do konca prosilam aby sie nie odwracala.

Cesarka, tutaj dopiero traci sie prawdziwe dziewictwo, skromnosc i poczucie wstydu i jesli potem mialam w nosie kto oglada moje cycki podczas karmienia, to dlatego, ze wtedy na tej sali obcy mi ludzie widzieli duzo intymniejsze czesci mojego ciala, wiec jedna osoba w prawo, jedna w lewo na ten jeden cycek nie robila mi juz wiekszej roznicy. Czlowiek prawie goly i wcale nie wesoly, a tu lekarzy dwoch, anestezjolog, pielegniarek nie zlicze, stoja i patrza. Prawie porno (ha, padlo to slowo, teraz jest nadzieja, ze wreszcie bede miac jakies fajne hasla wejsciowe ;)). Wlaczyli radio a tam, no naprawde, chyba monsz w pakiecie zamowil, za drobnom doplatom, bo przecie sami z siebie w radio by nie grali  "ta, tam, tarata, tatam, let's go girls". I az dreszcz mnie przeszedl bo wiedzialam, ze odtad juz bedziemy girls, i to let's bedzie dominowalo nad nami czy to w  wersji let's go a jak sie uda to let's sit, a przy odrobinie szczescia nawet let's go to sleep.

Igle jak na szczepienie wielblada, wbijamy w kregoslup. Ponoc, nie smialam eksperymentowac, jesli sie porusze to juz sie wiecej nigdy nie porusze. Wcale mnie to nie przerazilo, ani troche, ale gdzie jest jakas torebka bym mogla chwilke pooddychac. Moja lekarka madrze do pary wybrala sobie lekarza- niedzwiedzia, i tak jak jej najpierw za zle mialam, ze w tak intymnym momencie mi obce chlopa sprowadza, to wybaczylam jej bo niedzwiedz  mocno mnie trzymal przy wbijaniu igly, objal mnie calym swym niedzwiedzim cialem niczym papa bear, poczulam sie tak bezpiecznie, nie, moja szczupla lekarka nie zapewnilaby nam w tym momencie takiego komfortu i poczucia bezpieczenstwa. Igla wbita, nie poruszylam sie i zyjemy dalej z mozliwoscia ruchu.

A gdy po niedlugim czasie wyjeli ze mnie dziecko, gdy zobaczylam jej twarz, to okazalo sie, ze bylam w tej ciazy absolutnym, niewiernym, a raczej sceptycznym, Tomaszem. Niby nosilam to dzieko, niby czulam jej ruchy i kochalam, ale jak ja zobaczylam to dopiero z cala moca do mnie dotarlo ze oto mam dziecko, prawdziwe i zywe. Plakalam ja, monsz i nawet moja pani doktor. A gdy krzyczalam ze szczescia "it's a miracle" to lekarka logicznie przytakiwala, ze tak to cud, nad samymi cudami, najpiekniejsze dziecko w calym szpitalu.

I tak jak pisalam emaila do psiapsiolki spanikowana tuz przed porodem, ze obawiam sie, nie bedzie to najfajniejszy dzien w moim zyciu, ale chyba przezyje, a ona, jeszcze dzieci nie miala, ale chyba duzo ladnych, rodzinnych filmow widziala, bo pamietam, ze odpisala, ze moze nie bedzie to najfajniejszy, ale ze ona cos czuje ze bedzie to najpiekniejszy dzien w moim zyciu. I skubana miala racje. To bylo wczoraj, a jutro dziecko moje konczy 12 lat. I nie wiem kiedy to sie stalo.


Coreczko, zycze ci madrosci i szczescia, 
zyciowej odwagi i spelnienia marzen 
by otaczali cie dobrzy ludzie
i abys ty zawsze byla dobrym czlowiekiem.




A to moja porodowa piosenka    :)






wtorek, 22 kwietnia 2014

jak to bylo z ta yoga

Swieta swietami, ale czuje, panie, ze czas sie za siebie zabrac.
Byl taki, calkiem dlugi, moment mojego zycia, ze regularnie cwiczylam i uprawialam yoge. Gdy yoge odkrylam, poczulam, jakbym odkryla druga strone ksiezyca. Poczulam jakby ktos zdjal mi z twarzy plastikowy woreczek i pozwolil odetchnac pelna piersia, jakbym byla orlem, ktory byl przywiazany przez wiele lat do taboretu, a tu nagle pozwolono rozwinac skrzydla. Tak, panie, tak to bylo.

Pokochalam yoge jak menza, dzieci i psa. Postanowilam jej zawladnac moim zyciem i prowadzic mnie tam gdzie wzrok nie siega. Nawet, to dopiero panie byly szalone chwiele mojego zycia, wstawalam o wschodzie slonca, by na boso, na mokrej trawie cwiczac yoge witac nowy dzien.

Raz wstalam i pobieglam na powitanie nowego, pieknego poranka, a ze yoge uprawiam we wlasnym ogrodzie, ze ploty sa wysokie, a i wczesny poranek, wiec w zadne popisowe stroje do fitnesu sie nie wbijalam. Zadnych ubran co oddychaja za ciebie, zadnej romantycznej luznej bialej pizamki z reklamy kawy kapuczino, wogole malo co na mnie bylo.

Wdech, wydech, witaj slonce, wdech wydech, szszszszsz, czyzby cos mi sie w glowie zacielo? Nie, wdech, wydech, jaki swiat jest panie piekny, szszszszsz, o co chodzi? A, to pewnie w parku za plotem ktos cos spawa? Moze lawke, albo stolik do pikniku czy to mojej glowy zmartwienie? Wdech, wydech, choinka to szszszsz jest jakby coraz glosniejsze? Skup sie kobieto, chcesz byc joginka czy nie? Nie mozna sie tak latwo rozpraszac ani duperelami przejmowac, wsluchaj sie w swoj oddech, wdech, wydech, no znowu jest harmonia i zachwyt i jestem jak ten lotos na tafli jeziora na samym koncu swiata. Teraz pozycja drzewa, wdech, wydech, podnosze jedna noge pod siebie, ramiona zlaczone jakbym miala zaraz zanurkowac strzalka, glowa do gory, a nade mna, panie, facet balonem prawie nad samiutkom glowom mi wisi i macha Good Morning. Halooooooooo? I tu sie nagle okazalo, ze jednak nie czuje sie komfortowo gdy ktos mnie w bieliznie, nawet nie takiej seksownej, oglada.
I ucieklam. Facet na szczescie w ogrodzie u nas nie wyladowal tylko polecial dalej, no, ale tak jakby z lekka zachwial moja wiare w to, ze jesli zrobie sobie wdech wydech, to jestem panie na koncu swiata, lotosem czy fikusem, jestem jednak tylko kobietom ktora w gaciach pokazuje sie tylko najblizszym czlonkom rodziny, a nie przelatujacym turystom.

a to szszszsz to dzwiek ktory wydawal balon gdy facet spuszczal z niego powietrze by sie opuscic. :P




piątek, 18 kwietnia 2014


Z okazji swiat zycze wam abyscie przezyly je jak ten krolik
zrelaksowane, spokojne, wypoczete, ufne, zadumane i oczywiscie czyste





https://www.facebook.com/photo.php?v=616699405090396

czwartek, 17 kwietnia 2014

Mowia, panie,ze przyroda nie znosi prozni. Mam wrazenie, ze ta przyroda to taka wielce znudzona dama i gdy jej sie nudzi to wymysla, wspomina przeszlosc i mowi ze chce wina i igrzysk. Wina sobie nalala i zaczela wymyslac co by tu panie skombinowac, nie bedziecie tak sobie siedziec i z przyjemnoscia z nudow ziewac.

Ledwo mlodsza odzyskala wladze nad lewa dlonia to pies podrapal sie pod okiem do samej krwi. Potem sie okazalo, ze ma takie podrapania tu i owdzie. Mysle, googluje, kombinuje, dzwonie do kolezanki ktora go pilnowala kiedy bylismy na Florydzie, czy jej psy nie maja pchel. Kolezanka z lekke sie obrazila, ze co, jej ciulalki i pchly, przecie to nie idzie w parze. Ale zasugerowala inna rzecz interesujaca, bo miala kiedys psa z alergia. Myslalam, ze zartuje, slaby to zart, ale lekko z grzecznosci sie zasmialam. A tu sie okazalo, ze to nie zart, ale ona calkiem na serio o tej alergii mowi.  Skonsultowalam sie z wetem i tak, panie, w dzisiejszych czasach psy maja prawo do alergii. Ponoc gdy tak pyli, to masa ludzi i zwierzat ma alergie. Mlodsza tez swedza oczy i smarka wiec daje jej syropu dla dzieci na alergie, niech wiec pies nie bedzie gorszy. Ja, chyba zachartowana przez ten Czernobyl, nie smarkam.

Kaza psu spedzac jak najmniej czasu na dworze wiec staram sie ograniczac. A on blaga by sie z nim pobawic w ogrodzie. Przynosi jedna pileczke, druga, nawet znalazl renifera- prezent swiateczny, ktorego nigdy nie lubil. Udaje, ze nie widze tej kupki zabawek u moich stop. Zdesperowany przynosi gumowego hamburgeta z piszczalka w srodku i piszczy nim, no dalej, choc sie bawic.

Dobra, ale zeby potem nie bylo na mnie.

Az sie boje do czego te psy w dzisiajeszych czasach sa zdolne. Jeszcze jak sie z nim nie pobawie wpadnie w depresje i bedziemy musieli jezdzic z nim do psychologa.

A wielkanoc wyjatkowo mnie zaskoczyla w tym roku. Czuje sie jak drogowiec w polowie stycznia.

wtorek, 15 kwietnia 2014

ale jazda

To co sie ze mna ostatnio dzieje to jakas jazda bez trzymanki, na jednej wrotce, do tylu na czerwonym swietle.
Organizacja nigdy nie byla moim drugim imieniem. Na widok listy rzeczy do wykonania dostaje panie ataku paniki, bo natychmiast wiem, ze nie zdaze, nawet jesli termin nie jest zadna data ograniczony.

Pojechalismy dzieciom wyrabiac paszporty. Biuro przyjmuje tylko do godzi. 4-ej. Musialam zwolnic dzieci troszke wczesniej ze szkoly, monsz sie urwal z pracy. Czulam, ze z moja glowa z lekka dynda ostatnio na sznurkach wiec wszystko sprawdzilam siedem razy: zdjecia, aplikacje, ksiazeczka czekowa, certyfikat urodzenia. No fszystko jest. Nawet to wszystko do eleganckiej, zoltej  koperty wrzucilam; z daleka widac, ze idzie matka zorganizowana; prawie matka roku. Dodam, ze mialam dla dzieci wode do picia a dla siebie jako ta wszystko przewidujaca dorzucilam szaliczek- narzutke, bo czasami w urzedach klima jest nastawiona na lodowke. Bylismy przygotowani za wszystko.
Jeszcze pani przyjmujaca aplikacje nie powiedziala czego chce, a ja juz to mialam w rekawie. Jest, jest, oczywiscie, jakze by moglo nie byc. I teraz tylko formalnosc, ID rodzicow poprosze. No pewnie, ze mam, grzebie w torebce i sama nie moge uwierzyc, ze jezdze samochodem bez portfela, czyli prawa jazdy.

Za pol godziny nie beda juz przyjmowac wiec szybko kalkuje, mowie moim, wy tu siedzcie, a ja lece po portfel do domu. Ta pani probowala cos powiedziec, ale nie pozwolilam jej skonczyc, bo balam sie, ze powie, ze mam nierowno pod beretem. Lece wiec do samochodu i wyscig z czasem. Oczywiscie korek, oczywiscie emeryt, oczywiscie migacza nikt nie wlacza. Az tu dzwoni monsz, ze spoko, oddech, oni do czwartej tylko na liste wpisuja, a sa tam do piatej i ze ta pani wtedy probowala mi powiedziec, ze nie musze sie spieszyc. I ze niepotrzebnie tyle trabie.

Zawsze w takich sytuacjach nadziwic sie nie moge, ze B. to wszystko znosi z takim stoickim spokojem i, ze nawet mu powieka nie lata. Moj ojciec tez by nic nie mowil ale zylka na czole juz dawno bylaby widoczna, no i potem nie mowilby juz nic do konca tygodnia. Monsz sugeruje tylko , ze gdybym miala jedna torepke to nie musialabym ciage przekladac portfela. I ze niby zawsze do wszystkiego bedzie mi ta jedna torebka pasowac? Faceci to naprawde czasami maja glupie pomysly.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Michalina

Michalino, nasza podrozniczko,

dzisiaj pijemy Twoje zdrowie

Michaliny ulubiona piosenka to "dzisiaj tu jutro tam" :)


Nad tortem narobilam sie tak, ze z przemeczenia literke wsadzilam do gory nogami





Kieliszki w gore,
a jak cos zostanie to bedzie dla Michaliny na droge





I do tanca. Tak czesto tanczymy, ze nam sie lydki slicznie wyprofiluja:








A na wzmocnienie ramion i posladkow:




Michalinko,
Czego Ci zyczyc? Zdrowia i spelnienia marzen. :***

My to mamy wesolo. Z imprezy na impreze. :P


piątek, 11 kwietnia 2014

Miska

Miska,
piekna i dobra kobieto,

zdrowia, pomyslnosci i marzen spelnienia. :***

zdrowie naszej Miski!



panie prosza panie
zakladamy boa
tanczymy i spiewamy: 





czwartek, 10 kwietnia 2014

kaszanka

Bylam na obiedzie dziekczynnym dla woluntariuszy polskiego festiwalu. Nie chcialam aby mi dziekowali, bo i za co, no ale skoro mial byc bigos to poszlam. Za bigosem to potrafilam dwa razy ten sam szczyt zdobywac, to co, nie podjade na obiad?

Bigos byl taki, ze oczywsicie poszlam po dokladke. A zeby bylo smieszniej i weselej byla loteria fantowa. Chyba chcieli sie pozbyc tego co im po festiwalu zostalo. Jedni wygrali koszyk ciastek inni karte telefoniczna do Polski, a ja, mozna rzec nagrode prawie glowna- mercedes benz niemalze, blisko, fanfary gotowe, hura, kaszanke. Niby darowanemu koniowi, ale jednak kaszana. Kaszanek zamrozonych, razem mrozem zlepionych tak, ze nie ma bata, nie rozdziele, sztuk 20. Taka piramida z kaszanki. I teraz panie co z tym poczac? Ostatnio jadlam kaszanke ze 20 lat temu i jedna to bym nawet moze sprobowala, ale czy dam rade reszcie? Juz mialam nadzieje, ze monzowi przez 20 dni, codzinnie, po jednej na lunch zapakuje, ze bedzie mial pozywny posilek, ale wzdryga sie tylko, ze krwi jadl nie bedzie. Na dzieci tez nie licze, bo juz widze jaka zazdrosc wzbudza w innych dzieciach takom kaszankom na lunch. Daj pociagnac z flaka, nie badz taka.  Na psa, pod warunkiem, ze nie jest to sucha karma, zawsze mozna liczyc, ale to byloby swietokradztwo. Za takom kaszankom to sie kiedys siedem godzin w kolejce stalo, albo cztery dni na wies jechalo, albo trzy paru butow wymienialo.

Moze calej menzowej rodzinie na wielkanoc podac mowiac, ze to polski kawior, a kawior to w koncu male jajeczka, wiec na wielkanoc to jak wnalazl.  Podalabym do tego male krakersiki zeby sobe po odrobince, mala lyzeczka, elegancko, tego kawioru nabierali. Nawet bym zademonstrowala z malym paluszkiem w gorze.

Kto wpadnie na kaszanke?

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

o jezyku gietkim (czyli prawie XXX) ;)

Jak pisal wieszcz  "Chodzi mi o to, aby język giętki
      Powiedział wszystko, co pomyśli głowa;". Logiczne! Proste, a jednak genialne. Sa takie slowa, ze czlowiek czuje, ze od dawna chcial to powiedziec, ze od dawna mial to na koncu jezyka i ze to zwykla zlosliwosc losu, ze zamiast tych slow to mu co najwyzej pypec wyskoczyl. Widocznie u roznych ludzi roznie sie ta gietkosc objawia.
Gdy czytalam te ksiazke czulam, ze ktos wyjal moje slowa, moje mysli, ze wlasnie to wszystko od dawna mialam na koncu jezyka. Cale szczescie historia nie byla moja, bo juz bylam gotowa pozywac o prawa autorskie. :P Wszystko takie bliskie jak moje, jak z mojej lepetyny, ale lepsze, trafniejsze, smieszniejsze.

Ksiazka ta to "Piaskowa Gora" Joanny Bator. 
Ktos ja u Mammy polecil i tak na nia trafilam.

"Zofia patrzyla w twarz cudzoziemca tak, jakby zagladala do studni, do ktorej wpadlo jej cos cennego, ale zamiast zlotego migotania widziala gladka powierzchnie wody i wlasne znieksztalcone odbicie."

"Halina nigdy nie zrozumiala, po co inni tak sie gapia godzinami w to pudlo, w ktorym pomniejszeni ludzie wygladaja jak gadajace szare trupy. Sie mamusia dowie, co na swiecie sie dzieje, namawia ja Stefan, a ona odpowiada, ze jak co dobrego, to nie powiedza i sobie zatrzymaja, a jak zle, to predzej czy pozniej i bez telewizji do niej dorze. Telewizor sluzy wiec lalce do siedzenia"

"Baba zawsze babe lepi zrozumi niz ukrzyzowany chlop, i do tego kawaler, mowila Lepka "
"Religa ojca, ktory skazal na ukrzyzowanie wlasnego syna, nie dawala Jadzi niczego, co mogloby jej sie przydac w zyciu, bo zadna matka nie wymyslilaby podobnej glupoty i raczej sama dalaby sie ukrzyzowac, nawet jak ja dziecko od czasu do czasu mocno denerwuje."

"Jadzia patrzy na wlochate dziurki w nosie Stefana. Wygladaja jak wilgotne oczka jakiegos zwierzatka, ktore jest lekliwe i bardzo lakome"

Ksiazka zachowuje idealny balans powiedzy wesolym i smutnym. Smieszy i wzrusza, no i te genialne porownania. Wielka przyjemnosc czytania.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Willy Wonka

Jak wam juz zbrzydnie o dzieciach to pomachajcie albo wpiszcie trzy razy X w komciach, a wtedy wreszcie zaczne pisac o seksie. :P

Starsza jest w szkolnym zespole muzycznym gdzie gra na saksofonie. Jak co roku robia akcje, prosze mi powiedziec jak jest po polsku fundraise, bo jakos nic mi nie pasuje. Ani to akcja dobroczynna, ani charytatywna, zbiorka tez nie bo nie zbieraja a sprzedaja. Sprzedaja batoniki czekoladowe (kazde chetne dziecko dostaje do sprzedania walizeczke czekoladek, sztuk 60), a dochod przeznaczony jest na potrzeby zespolu. Myslalam, ze jak co roku wypisze czek na calosc z czego zwroci mi sie koszt pieciu czekoladek, a reszta czekolady bedzie dla mnie. Starsza mnie nie zawiodla, wziela tekturowa walizeczke pelna czekoladek do szkoly i poczestowala kolezanki. Przemeczyla sie tak, ze wiecej juz sie z ta walizka nie tastala. Uznalam, ze zdrowy tryb zycia znowu szlag trafi, ale sorry to naprawde nie moja wina, ze mam do zjedzenia walizke batonikow. Jeszcze sie zastarzeja. Az tu z cienia wyszla druga rodzinna business woman. Gdy w klasie mlodszej czytali bajke o czekoladzie i dzieci zaczely wzdychac, ze tak by sobie zjadly, postanowila sprostac oczekiwaniom rynku klasy 2-ej i zapowiedziala, ze maja sobie przygotowac po dolarze, bo jutro czekolada is coming to town. Oglosila, ze jesli komus zalezy to moze sie wpisac na liste i jesli nie zapomni przyniesc pieniedzy bedzie mial mozliwosc kupna przed tymi ktorzy sie nie zapisza. :PP Byly wiec zapisy, promocja, przedprzedaz i marketing jak nalezy. Kazalam jej te walizeczke wlozyc do plecaka, bo i tak nosi w nim tylko jedna teczke z zadaniem domowym, ale kombinowala tak, ze teczka sie pogniecie, ze jeszcze jej sie plecak rozerwie, koniec koncow widac bylo, ze ta walizka musi byc widoczna i niosla ja w sprawnej rece. I slusznie, bo ponoc ledwo pojawila sie w szkole juz miala klientow. Kupowali nie tylko uczniowie klasy 2-ej ale i klas straszych, a nawet panie nauczycielki. Pomoc kazala sie wszystkim ustawic w kolejce i tak szedl interes, ze od paru osob dostala nawet napiwek. 


Z 50-ciu zostalo nam tylko z osiem i wielu chetnych ktorzy chca kupic czekoladke jutro. Chyba zasugeruje aukcje i zobaczymy kto da wiecej. 



No i mam. Wszystko mi panie wykupiom! :P 




A skoro o czekoladzie to na deser mlodsza w musicalu Willy Wonka, jako oompa loompa, ktory mial miejsce w zeszlym roku. :)






środa, 2 kwietnia 2014

urodziny w odcinkach

Mlodsza w tym roku podniosla nam urodzinowa poprzeczke. Troche ja rozumiem, bo te dzieciece imprezy poza domem sa rownie szybkie co i drogie i dzieci maja tak czas zorganizowany, aby same za duzo, a najlepiej nic,  nie wymyslily. Moje zazwyczaj maja po nich niedosyt. Najwiekszym ich plusem jest to, ze samemu wiele organizowac nie trzeba i ze nikt w domu balaganu nie robi, ale te plusy niestety nie specjalnie przemawialy do mego dziecka.

Myslala wiec, co by ja ucieszylo. Wszystko panie nuda i latfizna. A moze by tak slumber party, czyli impreza ze spaniem? Pewnie, swietny pomysl, niech sie matka z cudzymi dziecmi meczy dzien i noc! To dopiero bedzie pyszna zabawa.

Uzgodnilismy, ze nie zapraszamy calej klasy ani calej okolicy, ze mala musi sie zdecydowac na piec najlepszych (do tego jeszcze najlepiej najgrzeczniejszych i takich co wczesnie chodza spac) kolezanek. Nie dalam jej jednak wolnosci w dystrybucji zaproszen bo przypomnialo mi sie jak to sto lat temu wyprawialam swoje, moze piate, a moze siodme, urodziny.

Moja mama ufniej podeszla do sprawy bo pozwolila mi samej zaprosic kilka kolezanek. Poszlam wiec zapraszac, a ze na moim blokowisku dzieci byly w prawie kazdym mieszkaniu, wiec tak jak szlam tak zapraszalam. Mialam nadzieje, ze nikogo nie pominelam.

Pamietam ten maly stoliczek, a przy nim chyba 6 malych krzeselek, 6 talerzykow i malych kubeczkow ktore sama po czubeczek, zeby nikomu nie zalowac napelnialam sokiem. Troche sie wylewalo, brat skarzyl, ze wylewam na obrus, a mama o dziwo powiedziala, ze nic nie szkodzi, niech sobie nalewa z czubkiem, w koncu to jej urodziny. Czulam, ze to dzien zdecydowanie wyjatkowy, czulam ze zaraz bedzie sie dzielo. Godzina wybila no i sie zaczelo. Przyszlo pol okolicy i mimo, ze wtedy w Polsce byly tradycje aby gosci sadzac za stolem, u nas trendy wybiegaly przed szereg i impreza byla chodzona, bo nie bylo gdzie tylu gosci posadzic. Mama wymyslala jak mogla i zaproponowala tance przy adapterze. Leciala Natalka Kukulska, ktora uwielbialam i czulam ze jest praktycznie moja siostra blizniaczka. Obie mialysmy babcie we Wrzesni, maja babacia znala jej babcie z widzenia, wiec mozna rzec, ze bylysmy praktycznie spokrewnione. Leciala wiec ta Natalka, bawilysmy sie w ksiezniczki i wolalysmy na pomoc rycerzy spod wiezy, czyli spod balkonu, ale tu cierpliwosc mojej mamy sie wyczerpala i zadnych rycerzy juz nie wpuscila. :P

Kiedys to byly imprezy urodzinowe, wzdech.

Na szczescie u nas stawilo sie tylko tyle dziewczynek ile wyslanych zaproszen i bawily sie razem wspaniale. Kilka mi powiedzialo, ze to najlepsza impreza urodzinowa na jakiej byly i wszystkie poszly spac bez problemu. Za to wstaly, cholera ranne ptaszki,  juz o szostej.

Tort bezowy, ktory zamowila siebie mlodsza wyszedl nieco uwedzony, ale wyszlam z zalozenia, ze skoro tortow bezowych tutaj nie ma, to tez nikt i tak nie wie czego ma oczekiwac.  Obficie oblozylam go kremem i owocami i mialam przygotowana w razie pytan wersje, ze tort jest delikatnie kawowy.

Czesc druga dla rodziny w te sobote, a potem mozemy juz sie zaczac gotowac do urodzin starszej.

A mowila mi starsza gdy byla mala, ze trzeba bylo na tym nasionku napisac numer dwa to mialabym je obie za jednym zamachem. Tak sobie slabo to wszystko zorganizowalam. :P