wtorek, 25 lutego 2014

Podroze w kulturze czyli nasze spotkania z bento

Tak sobie czasami klikam po linkach, po blogach, od jednych do drugich i zachodze tak daleko, ze juz nie wiem czy znajde droge do domu i nadziwic sie nie moge ile ludzia!! Jakbym co najmniej wioske opuscila i do wielkiego miasta pojechala, albo szla na boso z wezelkiem zawiazanym na kiju a tam panie samochody i wiezowce. 

I w sumie fajnie, bo w takim tloku to mnie ze zaden krewny i znajomy nie znajdzie. Od poczatku planowalam wyjscie z wlasnych ram, szalenstwo i brak kontroli nad trzcionka, mysla a nawet slowotokiem, ale jakby sie okazalo, ze ktos z krewnych lub znajomych to czyta to musialbym im wmowic, ze mam nabyta dysleksje, ze jezyka ojczystego zapominam, ze w zyciu mi sie nudzi i stad taki stan sfobodnej bezmyslnosci w mojej glowie. 
Albo powiem, ze pisze tylko gdy sobie wypije, ale wtedy wyjdzie ile pije. :P

I tak szlam po tych linkach i szlam, normalnie jakbym kopala sobie babki w piaskownicy, a tu nagle okazuje sie, ze tym dolkiem dokopalam sie na druga strone kuli ziemskiej i trafilam az do Japonii. 

I do talerza im zagladam i gooopio mi sie robi, bo oni to potrafia estetycznie i finezyjnie swe posilki zaprezentowac! (Mnie na pracach technicznych nauczyli jak robic do dekoracji salatki warzywnej muchomorka z pomidorka i majonezu.) I wcale mi slina nie cieknie bo to nie moze byc jedzenie, tylko dekoracje, ale oczy to mi wychodza jakby miala trzy ciasne warkoczyki zrobione.

I wolam dziecka, niech tez sobie troche swiata zobacza i nawet im pokazalam srodowe bento. Upewnialy sie czy to na pewno cale do jedzenia, czy to moze jakis konkurs dla kucharza- rzezbiarza  i czy oczka i noski sa jadalne, a moze to naklejki i trzeba je schowac do woreczka, aby przykleic na twarz kotu dnia zastepnego. :P

I juz powoli oczy zaczynaly im sie zwezac, ze to nie fair, ze one takie byle co jedzom, a inne dzieci, to od razu widac, ze maja w zyciu lepiej. I juz widze siebie jak od jutra oczy i nosy wycinam, jak pingwinki z ryzu lepie, jak im te oczka na slinke przyklejam i jakis glos rozsadku sie we mnie odzywa. A glos ten wola, kobito do okopow, ratuj sie kto moze i szybko prostuje poki jeszcze moge, ze przeciez zadna normana matka takich rzeczy o 7-ej rano nie produkuje! Takie cuda to kupuja na lunch w szkole. No i ufff, powietre zeszlo. Jak pretensje to do kierowniczki kafaterii, a nie do mnie. ;)) 

Ilustracje i inspiracje do powyzszych refleksji na:

http://nawsiwjaponii.blogspot.com/2014/02/srodowe-bento_12.html


Ostrzegam, jesli potem innym okiem bedziecie patrzec na sznytki z pasztetowom to prosze nie miec do mnie pretensji. ;)





niedziela, 23 lutego 2014

Zaczynam lubic swojego bloga jak swoj pokoj
ktorego sprzatac nie trzeba

wchodze tu
wlaczam muzyke




i mam swoj ciasny ale wlasny kat

jeszcze tylko plakaty porozwieszam.

Zrodlo: z internetu
Zawsze lubilam plakaty Statysa


(nie zawsze, bo byly czasy gdy blagalam rodzicow, aby kupili mi jakis piekny obraz. Najbardziej podobalo mi sie cos z duza iloscia rozu, najlepiej jakis zachod slonca, z jeleniem tez by bylo slicznie. Jak ja ich namawialam. Nawet prosilam, ze moze byc w ramach mojego prezentu urodzinowego. Drugi rewelacyjny pomysl, ktorego nie udalo mi sie przeforsowac byla fototapeta z palma i zachodem slonca. Bysmy wreszcie mieli w chacie plaze i  relaks, to nie. ;))



Rodzice mieli taki duzy plakat damy z lasiczka. Potem sie okazalo, ze to byl gronostaj, ale wtedy sory, to nie bylo takie oczywiste. Nie nasza wina, ze tak sie slabo w tych zwierzetach orientowalismy (jako spoleczenstwo, bo przecie my sami tytulu nie nadawalismy.)  Mialaby kota to nikt by nie mial watpliwosci. Kto i gdzie mial na zywo ogladac lasice, a tym bardziej gronostaja? Wierzylismy na slowo, ze to lasiczka, a cale lata pozniej dowiedzielismy sie, ze zyjemy w klamstwie i wielkiej nieswiadomosci. Wogole, to wszystko z tym obrazem bylo na opak, bo w pokoju rodzicow zajmowal on pol sciany (no dobra, to bylo male mieszkanie), a jak sie pozniej okazalo orginal jest wielkosci znaczka pocztowego. To w sumie tez nam mniej bylo zal, ze orginalu nie posiadamy. ;))



Zrodlo: z internetu

majac 7 czy 8 lat uznalysmy z kolezanka, ze dama jest malo wyrazna
ze Leonardo kobiety i jej potrzeb nie rozumie
ze trzeba jej makeover zrobic
i pomadka pomalowalysmy jej usta i troszke policzki.

wtedy tez sobie chwalilismy, ze nie jestesmy wlascicielami orginalu :)




Powiedzcie mi, czy ja musze to gdzies podpisac, ze te obrazy nie sa moja wlasnoscia?
Cos podlinkowac? 

środa, 19 lutego 2014

Dziekuje :)

Pewna kobieta
ktora w necie poznalam i polubilam
istnieje naprawde 

nie tylko w mojej glowie

Przyszlo od niej cos co jest dowodem namacalnym
ze po drugiej stronie jest czlowiek
i to bardzo fajny czlwowiek

Glaszcze koperte
podziwiam ladny charakter pisma :)

Do tej pory jedyny znany mi adres z Warszawy byl z ulicy Woronicza 17 ;)

Od matki chrzestnej tego bloga- Ani M. dostalam dzisiaj
ksiazke
Fumiko Enchi " Onnazaka. Droga kobiety"

Otwieram wino 
wlaczam jazz 
ide czytac. :))



poniedziałek, 17 lutego 2014

dramaty powsinogi

U nas dlugi weekned- dzien prezydenta.
Coreczek troche ubylo, troche przybylo.

Starsza poszla w sobote wieczorem na impreze walentynkowa ze spaniem. Ta biedna i dzielna matka przyjela pod swoch dach dwanascie postrzelonych prawie nastolatek! Miala ta dobra kobieta lekkie przeswity wiec postawila swej corce jeden warunek: "no drama". Corka przejela sie dobrom radom i na zaproszeniach wydrukowala tlustym drukiem "girls, no drama, please". I wszyscy sobie to wzieli do serca, moze uznali, ze to takie party theme (czasami som lata 70-te, czasami bal kostiumowy, a tym razem drama), bo takiego drama na dramacie to ponoc jeszcze nie grali. Wszyskie graly w jakas gre, jednej sie znudzilo i poszla do ogrodu poskakac na trampolinie. Wtedy pobiegla za nia druga krzyczac, ze robi drama. Ta co stakala tlumaczyla ze ona tylko grzecznie skakala, a nie drama grala i sie poplakala. Wtedy przyszla trzecia i wyzwala ta druga ze to ona robi drama i wtedy ta druga tez sie poplakala. Wtedy przyszla osma i poprosila druga by przeprosla pierwsza, a trzecia aby przeprosla druga, ale zadna sie nie poczuwala, i wtedy wszystkie zostaly posadzone  o drama przez jedenasta i dwunasta. :P I tak mniej wiecej w tym tonie caly wieczor jedni drugim zarzucali drama i tylu dramatyczych lez jeszcze nie bylo.


W tym samym czasie ja poszlam z mlodsza na urodziny jej kolezanki na lodowisko (kryte oczywiscie). Bylo naprawde przemilo. Dzieci jezdzily na lyzwach a rodzice w tym czasie pili wino lub piwo. Siedzielismy sobie w barze/ restauracji i jednym okiem zerkalismy przez okno na dzieci, drugim na olimpiade, a trzecim na wino. ;)

Po skonczonej zabawie moje dziecko uznalo, ze fajnie byloby pojsc spac do kolezanki. Bo wiecie, u nas wszyscy, po matce, powsinogi. Jak ja lubilam chodzic z wizyta po cudzych domach. A jeszcze jak siem do tego obiad trafial to juz naprawde. To u sasiadow po raz pierwszy jadlam ziemniaki z przypalonom cebulkom i od tej pory inaczej juz patrzylam na kuchnie polska. 

Moje mlodsze dziecko rowniez staralo sie mnie wykolegowac i kombinowalo abym do domu wrocila sama. Koniec koncow wynegocjowalismy, ze juz wieczor i pojdzie spac do kolezanki na drugi dzien (bo poniedzialek jest wolny). W niedziele po nia przyjechali, a ja zaraz potem jechalam odebrac starsza. Nim tam dotarlam dostalam telefon, ze odbierac bede ja i jej kolezanke, ktore teraz dla odniamy przyjdzie spac do nas. No dobra, jedno pojechalo drugie przyjedzie. Wrocilismy do nas, dziewczyny poszly do parku i za chwile dzwonily, ze dojdzie do tego spania jeszcze jedna. Juz mialam sie zalamac, ale jak sobie podliczylam, ze mlodszej nie ma, a wczoraj tamta znajoma miala dwanascie to poczulam, ze pikus, damy rade. Juz dla zabawy mialam dodac " no drama, please" ale na szczescie sie w jezyk ugryzlam. :P


rybenko, wracaj do formy! :*****

czwartek, 13 lutego 2014

the winner takes it all

Ogladamy tom olimpiade, wywiady z babciami, zonami, synami. Podziwiam zwyciescow (brawo, panie, brawo, reklamodawcy juz sie w kolejce ustawiaja, juz ozieble raczki rozgrzewamy, teraz sobie ten pot, ten wysilek wynagrodzimy. Dla tego momentu sie czlowiek rodzi i  dla niego zyje) ale jeszcze bardziej podziwiam przegranych. Bo ja moi drodzy to bym tak elegancko przegrac nie umiala. Przegrywanie nigdy nie bylo mojom mocnom stronom. Jak byla szansa, ze nie wygram, to udawalam, ze ta zabawa jest nuuuudna, ziew i szlam do domu, ze nie wspomne ile razy plakalam (spazmy i swieczki kataru :P) przy grze w szachy z bratem- oszustem. Ale publiczna porazka to juz szczyt szczytow; a w telewizji to ja juz sobie tego panie nie wyobrazam. A taka olimpiada, no nie wiem, moi kochani, bo ja do dzisiaj pamietam Grzegorza Filipowskiego ktory zawsze byl tak blisko podium, ale niestety gdzies tam ta noga mu sie zawsze powinela. Ludzie maja pamiec! Nawet starsza powiedziala, ze ona (nie zeby miala z czem tam jechac, ale nawet jak by miala) to by na takom olempiade nie pojechala. Dlaczego? Bo jak sie czlowiek na takiej olimpiadzie przewroci to caly sfiat to sobie w zwolnionym tempie oglonda i ras i dwa i nawet jak ma ochote i potrzebe to i pienc razy! o paczcie panstfo, glowom, czapom uderzyl w taki tfardy lod, a tu paczcie kask sie polamal, ajajaj, choc jeszcze raz sobie obejrzymy. Kolano na pewno boli, szkoda- szkoda to jeszcze ras powtorka z drugiej strony, zeby sie upewnic, ze tez sie obila.

Jakbym tak o pol mrugniecia powiekom przegrala w takich zjazdach na lep na szyje; tyle potu, lez, wyrzeczen; codziennie nos sobie odmrazac, zadnych zabaw w hocki- klocki, pobudka o piontej, nawet w sobote, a potem nagle tadam, o zero zero dwie milisekundy jest pani na czfartej pozycji. Rozplakalabym sie tam na plasko tuz przy lini finiszowej, tak, ze skoro ja juz nie jade, to nikt inny nie pojedzie. I trzeba by posilki wzywac (i za nogi by mnie ciagneli, a ja pazurami jak rolnik bronom rylabym ten snieg) i pytac czy jest na sali psychiatra. A w tle graliby ponizsza piosenke. ;) To jest nie do pomyslenia, zeby cztery lata tak pilowac, tak heblowac a na koniec jeszcze sie usmiechac, ze NIC sie nie stalo, taka gra/ zabawa wlasciwie. Have a nice day i moze jak sie nie zastarzejesz to sprobuj chlopie za cztery lata. Czas szybko leci, goi rany. 

A kto w dziecinstwie zazdroscil lyzwiarkom figurowym tych fszytkich miskow (chodzi o pluszowom zabawke nie pojemnik do odmaczania odmrozonych stop. ;))? No wtedy dla tych miskow dalabym sie na taka olimpiade namowic. 

A taka co jedzie na nartach to nawet misia nie dostanie, 
panie. 


A teraz wszyscy razem sluchamy piosenki i placzemy :P
Pierce Brosnan to taka personifikacja igrzysk olimpijskich. :PP






środa, 12 lutego 2014

laptop ma depresje

moj laptopek zaniemogl
na pewno zarazil sie od laptopka rybenki
u rybenki problemy z zebami (za czesty kontakt z plynami ;))
u mnie chyba wirusowe zapalenie pluc

Wlaczam, 
nic, czarno, wola o jakis drive.
jak ci dam jak nie mam?

wylaczam i wlaczam ponownie, 
nic
zrozumialam, 
ma nas dosyc potrzebuje wakacji, albo ferii zimowych

dalam mu dzien wolnego

wlaczylam, 
tym razem niebiesko ale dalej nic.
widac, ze juz mu sie polepszylo, ale nadal potrzebuje czasu dla siebie

dostal kolejny dzien wolnego

wlaczam 
nic
ale mowie mu, 
nie kochany, nie moge ci dac wakacji
tam jest za duzo waznych dla mnie zdjec i za bardzo sie o nie martwie
daj mi chociaz te zdjecia, a dam ci tydzien wolnego

wlaczam
nic

glaszcze, prosze
obiecuje 

wyskoczylo haslo 

czy chce recovery?

bardzo! 
kreci, kreci, kreci
mowi, ze sory ale nie da sie

znowu wylaczam i znowu tlumacze,
ze naprawde tylko o te zdjecia chodzi

robimy recovery numer dwa
znowu mowi sorry, ale nie da rady

juz tracem nadziejem

daje jemu i sobie ostatnia szanse

wlaczam, dziala!!!!!




P.S. Okazalo sie, ze tych zdjec na ktorych mi TAK zalezalo na nim nie ma, bo sa za zwyklym kompie. :PPP

Urodziny Ani M.

Aniu,

Jestes:


I od dawna wszyscy cie szukaja:




A my cie znalazlysmy :)

bardzo sie ciesze, ze cie poznalam

pieknie piszesz, fotografujesz i swiat pokazujesz
dajesz do myslenia


Aniu, zycze ci spelnienia marzen.




Twoje zdrowie! :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Walentynki czyli czy leci z nami pilot? cz. 2

To byl pierwszy menzszczyzna w moim zyciu i byl o 4 lata starszy. Jak sie ma sie te 7 czy 8 lat  to taki 11 czy 12 latek budzi szacunek, podziw, a czasem nawet drgania serca :P 

Przyjezdzal na wakacje do kuzyna, byl mily i nie odganial mnie kijem jak to czynil moj starszy o 3 lata brat. Budzil wienc zaufanie. ;)

To chowanego, to podchody, az wakacje minely i wyjechal. 

Napisalam wtedy moj pierwszy list milosny i schowalam go w biurku. Niedlugo pozniej okazalo sie ze cale osiedle zna tresc listu na pamiec! Moj brat, zdrajca!- rozpowszechnil pierwszy egzemplarz harlekina. Oczywiscie dotarlo to tez do obiektu porzadania. W nastepne wakacje pojawil sie z kolazowkom i tak pienknie i sprawnie na niej jezdzil, ze utwierdzilam sie w przekonaniu, ze to ON. On z wdziecznosci za ten "list otwarty" wygrawerowal na drzewie nasze inicjaly. A potem pojechal i z wiekiem zapomnielismy o sobie.

A tu nagle tadam, od przedszkola do Opola, okazalo sie, ze ta walentynka to od niego!
Wtedy tez sie okazalo ze te 4 lata to lata swietlne: ja w podartych jeansach, on pod krawatem studiuje prawo i juz sie ubiera jak mlody prawnik w turkusowom marynarke. :P No takiego nalotu jak z tom marynarkom i plaszczem w jodelke (moja mama miala prawie taki sam!) szukajacy mnie po moim LO (nawet poszedl do pani derektor!) to ja siem nie spodziewalam. Pomyslaby kto, ze szuka mnie minister Pawlak, albo urzad skarbowy.

Do tego zamiast wyznac, ze kocham cie od czasow kolazowki i nie moge zapomniec tego listu o milosci, to on, ze chce ze mna sprobowac, bo wie, ze jestem z porzadnej rodziny. Ze co? Czyli, ze spoko nikt mu plaszcza nie ukradnie, czy tez halo, moze jeszcze tak ze trzy krowy, dwa plaszcze i cztery marynarki w intensywnych kolorach w posagu bym wniosla?

Porzadnej? Ty bys zobaczyl jaki w kuchni mamy dzisiaj nieporzadek! 

Oj nie bylo miedzy nami chemii, nie bylo fizyki a najbardziej nie bylo happy endu. A wlasciwie byl, kazdy poszedl swoja droga i zyl dlugo i szczesliwie. :)

Walentynki czyli czy leci z nami pilot?

Walentynki ida 
znowu panie wspomnien czar. ;)

Wychowalam sie w swiecie w ktorym, jak to mozliwe, nie bylo walentynek. Ponoc istnialy jakies inne podobne swieta, kupidyna/ kupaly, ale byly tak jakby ich wcale nie bylo. 

Moja pierwsza walentynke dostalam prawie jak paczke z zagranicy. Bylam w 1-ej liceum i wtedy walentynka nazywalo sie co najwyzej mloda Walentyne, a nie kartke z amorami. Kartka przedstawiala zdjecie w kolorze sepii a na nim pilota w czapce pilotce i dlugim bialym szalu. Hmmm. Od razu bylo widac, ze ktos byl na wczasach za granicom i sobie kartke przywiozl. Moze teraz do mnie wyslal aby sie nie zmarnowala. :P

Pilot ze zdjecia srednio mi lezal, bo mnie sie wtedy wlasnie podobali chlopacy z dluzszymi wlosami, a najlepiej z irokezem. Ale kto wie, moze pod tom czapkom pilotkom kryje sie lekutko zgnieciony irokez? No kto by sie czepial, moglyby byc nawet calkiem plaski.
Zeby bylo smieszniej kartka wypisana byla po angielku (no ktos sie ewidentnie wczul w klimat!). Walentynke przeczytalam pobieznie, bo anielski, o ironio, nie byl wtedy mojom mocnom stronom  (pod blokiem do niedawna spiewalismy asiu pisiu laki (joanno sikaj szczesliwie ;)), jako wolne tlumaczenie Kylie Minogue "I should be so lucky") ale wyrazy typu love and darling na szczescie zrozumialam. Na koncowe pytanie "do you want to be my Valentine?" nie odpisalabym zbyt obszernie, ale yes i no, spokojnie, dalabym rade. No ale komu udzielic tej odpowiedzi? Nie bylo adresu zwrotego, walentynka byla anonimowa. Zaczelam bacznie obserwowac otoczenie. Kim jest ten pilot? Czy przyleci samolotem i zapyta "how do you do, honey, darling, my love?" (bosz, nie powinnam pisac po angielsku, bo monsz przeczyta i stwierdzi, ze w sieci szukam kochanka ;)) Czy wylonduje na boisku szkonym, czy moze da rade wylondowac na trawniku przed blokiem? Najfajniej by bylo na dachu. Moze bedzie musial sie ewakuowac i beda skoki ze spadochronu?  Zeby mi tylko z tym londowaniem wstydu  nie narobil przed sasiadami! Wypatrywalam przez lornetke i czekalam na sygnal. Bylam pewna, ze to ten fajny Maciej S. On jest przeciez na poszerzonym angielskim, fszystko sie zgadza, to on. A jak nie on to moj przyjaciel Piotrek w ktorym sie podkochuje, on we mnie, ale nie mamy odwagi sobie tego wyznac. On ma wlosy troche dlugie, ale nie za dlugie, w smiglo sie nie wkencom, pod pilotkom sie zmieszczom, to MUSI byc on. 

Jak to panie w zyciu bywa, to ze pilot  nie przylecial samolotem bylo najmniejszym rozczarowaniem.  Ale czego mozna sie spodziewac po kims kto bedac Polakiem wypisuje walentynki po angielsku? :P 
Chcecie cd tego fiaska?


Ale od tej pory w swej podswiadomosci mialam juz zakodowane, ze szukam mezszczyzny ktory bedzie mowil do mnie honey, ktoremu wlosy bez problemu wejdom pod czapke pilotke i ktory przyleci po mnie samolotem? :PPP




piątek, 7 lutego 2014

Olimpiada i mielone

Ziew, panie, ziew, cale zycie nic tylko olimpiada. Jak nie jedna to druga.  Mialam w planach bojkotowac, za to co Putin zrobil Pussy Riot, no ale sie opamietal i wypuscil biedne dziewczyny. Moja idolka z czasow plastikowych sandalow, Madonna, pieknie sie przyczynila.

W przerwach reklamowych ogladam master szefa i jak ja bym chciala miec takiego szefa w domu, najlepiej w szafie, bo nie lubie gdy mi obcy chodza po domu. Gotowac lubie pod warunkiem, ze nie za czesto, a codzinnie to jest tak ze trzy razy za czesto. Codziennie ta sama zabawa w robienie babek z piasku, a na koncu nawet ich nie mozna z rozkosza rozdeptac.  

Wtedy przypomina mi sie anegdota z nagranego koncertu Magdy Umer o dwoch myslacych kobietach w tramwaju, znacie? Jadom dwie baby tramwajem i jedna mowi, ze jej od tego myslenia glowa peka. Ciagle nic tylko myslec i myslec. Na co druga jej odpowiada, ze ona robi mielone na caly tydzien i niech sobie sami odgrzewaja. :)

Ach, gdyby ten szef z szafy wyszedl i chociaz  mielonych narobil. 

środa, 5 lutego 2014

Jak to prawie zostalam rewolucjonistkom czyli wspomnienia prawie kombatanta.

Bylo to sto piecdziesiat lat tamu, a ja pienka i mloda. Po ulicach biegajom nosorozce. No dobra, bo byly syrenki.;)

Wiosna, na pewno to byla wiosna, szla i wianki sobie robila, a my, uczniowie klasy 8-ej pewnej szkoly podstawowej pomyslelismy sobie glosno, ze fajnie byloby w dzien wagarwicza pojsc na wagary. Noooo, faaaajnie. A slonce TAK swiecilo. A gdyby tak na ten dzien wagarowicza pojsc juz dzisiaj? Fizyka, nudy, panie nudy, no to pojdzmy! I juz sie powoli zbieralismy do wyjscia, ale przyszla pani do fizyki. Ale jesli w mlodych duszach zrodzi sie wielki pomysl, to on tak nagle nie umiera. Nastepna byla wiedza o spoleczenstwie. Wzielismy wienc teczki/ plecaki i reklamofki (bo  wtedy "eleganckie" zagraniczne reklamowki wyparly worki na w-f) i poszlismy na wagary. Jeden uczen, nasz wzorowy uczen, zostal, a najgorszy uczen sie po niego cofnal i tak ich zastal nauczyciel od wos-u. A my w tym czasie poszlismy do parku, rozejrzelismy sie, pogratulowalismy sobie odwagi ktora natychmiast stracilismy i poczelismy sie zastanawiac co powiemy jutro w szkole. A byl to wiekopomny rok 1989. i wtedy wlasnie w ten nasz mlody organizm wstapil patriotyczny duch, ze przecie ten wos idzie wedlug starego komunistycznego programu, ze my sie na to nie godzimy, ze my chcemy demokracji i ze wlasnie dlatego poszlismy na wagary, bo to wlasnie jest nasz protest.

Wrocilam do domu i glosno wypowiedzialam swoj protest do zupy przy obiedzie. A ze ojciec moj byl ojcem walczacym, dziedek sluchal szumow wolnej europy, ojciec co prawda jako naukowiec byl w Stanach, ale z tej okazji byl przeslychiwany. Do partii nigdy sie nie zapisal i gdy mu dziecko o walce i o walczacych wagarach powiedzialo to poczul, ze to jest ten moment na ktory cale zycie czekal, ze w sumie te nocne kolki, placze, zompkowanie, to wszysto po to by tu dzisiaj siedziec przy jednym stole z Joanna Dark. Do tego, zeby bylo malo okazalo sie, ze nasz pan od wos to emerytowany ubek, ktory ojca mego przesluchiwal gdy skladal podanie o paszport. Ha! Zima wasza WIOSNA nasza!

Wezwali wszystkich rodzicow do szkoly. Mial byc dym i obnizenie sprawowania, ktore nie pozwoli nam sie dostac do porzondnych liceow i jesli w zyciu z zawodu zostaniemy pijakami i narkomanami to wszytko przez ten jeden dzien wczesnego wagarowicza. Ale teraz moj ojciec juz tez byl walczacy i po raz pierwszy wstal na zebraniu szkolnym i glos zabral, ze ta mlodziez jest wspaniala, walczaca i brawo, a nie zadne obnizanie zachowania. I mowil tak pienknie, ze wszytkie mamy zaczely plakac, a pan od wosu sluscil glowe i pan derektor tez spuscil glowe a ojciec tego ucznia ktory nie poszedl z nami na wagary wstal i powiedzial, ze on sie wstydzi za swojego syna, ze nie poszedl z nami i ze on ma w domu wpierol.




To byly pienkne momenty mojego mlodego zycia. Era Modern Talking skonczyla sie wraz z modom na plastikowe sandaly i przyszla pora punk rocka. I nic juz nie byla takie samo.