czwartek, 13 lutego 2014

the winner takes it all

Ogladamy tom olimpiade, wywiady z babciami, zonami, synami. Podziwiam zwyciescow (brawo, panie, brawo, reklamodawcy juz sie w kolejce ustawiaja, juz ozieble raczki rozgrzewamy, teraz sobie ten pot, ten wysilek wynagrodzimy. Dla tego momentu sie czlowiek rodzi i  dla niego zyje) ale jeszcze bardziej podziwiam przegranych. Bo ja moi drodzy to bym tak elegancko przegrac nie umiala. Przegrywanie nigdy nie bylo mojom mocnom stronom. Jak byla szansa, ze nie wygram, to udawalam, ze ta zabawa jest nuuuudna, ziew i szlam do domu, ze nie wspomne ile razy plakalam (spazmy i swieczki kataru :P) przy grze w szachy z bratem- oszustem. Ale publiczna porazka to juz szczyt szczytow; a w telewizji to ja juz sobie tego panie nie wyobrazam. A taka olimpiada, no nie wiem, moi kochani, bo ja do dzisiaj pamietam Grzegorza Filipowskiego ktory zawsze byl tak blisko podium, ale niestety gdzies tam ta noga mu sie zawsze powinela. Ludzie maja pamiec! Nawet starsza powiedziala, ze ona (nie zeby miala z czem tam jechac, ale nawet jak by miala) to by na takom olempiade nie pojechala. Dlaczego? Bo jak sie czlowiek na takiej olimpiadzie przewroci to caly sfiat to sobie w zwolnionym tempie oglonda i ras i dwa i nawet jak ma ochote i potrzebe to i pienc razy! o paczcie panstfo, glowom, czapom uderzyl w taki tfardy lod, a tu paczcie kask sie polamal, ajajaj, choc jeszcze raz sobie obejrzymy. Kolano na pewno boli, szkoda- szkoda to jeszcze ras powtorka z drugiej strony, zeby sie upewnic, ze tez sie obila.

Jakbym tak o pol mrugniecia powiekom przegrala w takich zjazdach na lep na szyje; tyle potu, lez, wyrzeczen; codziennie nos sobie odmrazac, zadnych zabaw w hocki- klocki, pobudka o piontej, nawet w sobote, a potem nagle tadam, o zero zero dwie milisekundy jest pani na czfartej pozycji. Rozplakalabym sie tam na plasko tuz przy lini finiszowej, tak, ze skoro ja juz nie jade, to nikt inny nie pojedzie. I trzeba by posilki wzywac (i za nogi by mnie ciagneli, a ja pazurami jak rolnik bronom rylabym ten snieg) i pytac czy jest na sali psychiatra. A w tle graliby ponizsza piosenke. ;) To jest nie do pomyslenia, zeby cztery lata tak pilowac, tak heblowac a na koniec jeszcze sie usmiechac, ze NIC sie nie stalo, taka gra/ zabawa wlasciwie. Have a nice day i moze jak sie nie zastarzejesz to sprobuj chlopie za cztery lata. Czas szybko leci, goi rany. 

A kto w dziecinstwie zazdroscil lyzwiarkom figurowym tych fszytkich miskow (chodzi o pluszowom zabawke nie pojemnik do odmaczania odmrozonych stop. ;))? No wtedy dla tych miskow dalabym sie na taka olimpiade namowic. 

A taka co jedzie na nartach to nawet misia nie dostanie, 
panie. 


A teraz wszyscy razem sluchamy piosenki i placzemy :P
Pierce Brosnan to taka personifikacja igrzysk olimpijskich. :PP






62 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. z piosenke zaspiewalas? :P

      Usuń
    2. Masz rację, przegrywać nie jest łatwo, tym bardziej, że mam wrażenie - wcale nas tego nie uczą, a szczególnie teraz, kiedy tylko sukces jest w cenie.
      Dziś wzruszyłam się z powodu wygranej Justyny Kowalczyk, złamana stopa, odmrożenia i wczoraj ściągane paznokcie...ale mam mieszane uczucia - twarda baba i postawa godna podziwu, czy jednak nieco nieodpowiedzialna? Czy nie skończy się to kalectwem? Czy warto? Nie znam jednoznacznej odpowiedzi.

      Usuń
    3. piosenki posłuchałam i zanuciłam
      cichutko ;)

      Usuń
    4. tutaj dzieciom non stop powtarzaja, ze wygrana wiecej uczy niz przegrana, jak juz probujesz to juz wygraywasz, itd i bardzo sie ciesze, ze moje dzieci tak do tego podchodza. Ja jestem z zupelnie innej gliny ulepiona.

      Justyny Kowalczyk chyba postawila wszystko na jedna karte.

      Usuń
    5. Olga - paznokcie to chyba były ściągane przed poprzednim startem gdzieś tam na T, nie teraz. co nie zmienia faktu, że trochę kontuzji faktycznie ostatnio się zebrało.
      i niech nikt mi nie mówi, że sport to zdrowie. ten wyczynowy na pewno nie.

      Usuń
    6. masz rację Ruda, dzień przed startem w Toblach

      Usuń
    7. własnie o nieszczęsnej Kowalczyk panowie rehabilitanci sobie wczoraj rozmawiali, nie przeszkadzając sobie w tym samym czasie zadawać mi bestialskich tortur... że przegięła, że jest przetrenowana, że to złamanie nie ma charakteru pourazowego, tylko to rozszczep przeciążeniowy i że za to wszystko jeszcze jej organizm zapłaci... to w ogólnym zarysie, bo ja się skupiłam na swoim cierpieniu, moje łzy kapały z odgłosem kul bilardowych, a przynajmniej mi się tak wydawało - i w tedy się tak łączyłam z tą dziewczyną w cierpieniu jak normalnie bliźnię syjamskie... przecież ona przeżywa piekło, właśnie dlatego, żeby nie byś jak ten nieszczęsny Filipowski.... bo sukces ma wielu ojców, ale jeśli przegra, to każdy, ale to każdy głupek wioskowy będize wiedział najlepiej dlaczego... a nikt, ale to nikt nie pomyśli o tym ogromie poświęcenia, niewidywaniu rodziny, życiu non stop na tzw zgrupowaniach, zeru intymności.....

      Usuń
    8. niech oni sie od Justyny odczepia, purchawy jedne.
      ma zasiasc w fotelu i cieszyc sie ze zyje? zyje po to by startowac, biegac, cwiczyc. ja nie ruchawa strasznie a doskonale ja rozumiem. jak cos sobie czlowiek w glowie 'ubzdura' to nie ma zmiluj.
      a ci panowie beda potem z dumy pekac, ze medalistke olimpijska mamy..

      Usuń
    9. Lola a nie powinna przegrana wiecej uczyc niz wygrana?
      czy siem myle?

      Usuń
    10. osobiscie Justyny zle nie oceniam. Tego niestety w dzisisjszych czasach wymaga olimpiada, sport wymaga poswiecen i ona wykonala swoj zyciowy cel. A ze sport w dzisiejszych czasach jest totalnie ekstremalny, i haslo sport to zdrowie to stare smieszne haslo, to juz wlasciwie nie jej wina.

      Usuń
    11. Lamia, no pewnie, ze powienien i mam nadzieje, ze uczy. Dlatego moje mlodsza gra w klubie sportowym w pika nozna i podziwiam jak ich ucza, ze przegrana wlasnie uczy i ze nie mozna myslec o niej zle, bo dzieki niej nastepnym razem wygramy.

      Ale mysle, ze trudno to powiedziec gdy na nastepny raz trzeba czekac cztery lata.

      Usuń
    12. na starosc przegrana moze juz nie uczy:))))
      cierpliwosci tylko.

      Usuń
  2. druga :)
    tak jak Charlotte today ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz srebny medal! :)

      jaka Charlotte today? nie znam chyba.

      Usuń
    2. no Kalla była druga dzisiaj chyba ;)

      Usuń
    3. a, my ogladamy wieczorem i wczoraj wszystkie nasze nadzieje nie wypadly najlepiej. Taki Shon White, nasz wlasciwie bohate narodowy, zloto na zlocie cztedy lata temu, skonczyl na 10-tym miescu.:(

      Usuń
    4. no własnie.... i zamiast współczucia to te uśmieszki - a taki był kozak, a taki był pewniak, a tu proszę, kicha! sam bym lepiej potrafił, normalnie beznadziejny panie.... co on wyrabia, panie, matoł jeden..

      Usuń
  3. oj, ja też z przegrywaniem zawsze miałam problemy, ale zawsze robiłam dobrą minę do złej gry ;). A już najgorzej jeśli przegrywałam z inną kobietą o wzglendy menszczyzny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nawet dobrej miny nie umialam zachowac. ;)

      Usuń
    2. ja w minach byłam nawet niezła, no chbya, że siostra-oszustka mnie ogrywała w warcabach, albo kuzynka-oszustka w chińczyka....

      Usuń
  4. Mi zawsze tak zal tych co przegrywają że sama sie podkładam

    A jak ja tych miskow zazdroscilam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czecia?
    Ze zlamanom girom to ja bym nawet czech krokuf nie uczynila...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ta Rybenka!
      Jusz nie czecia. Czfarta.

      Usuń
    2. Nie, nie, ty czecia ja czfarta :P

      Usuń
    3. no czfarta, ale wisz, ta notka to tobie teraz bedzie dedykowana. :P

      Usuń
    4. zreszta u nas to jak w autobusie w Wonchocku, jest szerszy niz dluzszy i wszyscy siedzom kolo kierowcy. :)

      Usuń
    5. No i jak mi na olympiady jezdzic? Zafsze czfarta albo milionpincetna. Ale to przez te zlamanom nogie :)))

      Usuń
    6. ze zlamanom nogom jezdzi sie najszybciej! :P

      Usuń
    7. w sumie logiczne - chce się jak najszybciej zdobyć metę, żeby ten koszmar już sie skończył :)

      Usuń
  6. Zjadło mi długi komentarz:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :(

      a daloby sie go chociaz w czesci odtworzyc?

      Usuń
    2. Pisałam, że cenię umiejętność przegrywania...
      i że lubię dziesięciobój lekkoatletyczny...
      I że pamiętam Filipowicza jako łyżwiarza bez finezji i wyrazu, niestety - nie lubiłam patrzeć, na jego popisy :)

      Usuń
    3. ja się męczyłam razem z nim, to było traumatyczne, nieestetyczne i łogólnie mencąnce :P

      Lola, cudny tekst o trudnej umiejętności przegrywania
      :*

      Usuń
    4. Filipowski byl wyraznie niewyrazny. ;)

      Usuń
    5. oj, macie dziewczyny rację. jakiś taki sztywny był, a jego występy mało porywające.

      Usuń
    6. oj był sztywniak, ale jakoś i tak mi go było żal..... a najbardziej, jak nawet komentator powiedział o nim "wieczny przegrany" - choć jak zdobywał 4-5 miejsce, to na bógów - BYŁ wygrany... może nie na medale, ale jednak to był duzy sukces..

      Usuń
  7. No cóż ja też nigdy nie umiałam przegrywać.
    Ale jeszcze trudniej było mi wytłumaczyć sens przegranej małym dzieciom.
    Pamiętam taką sytuację jak tłumaczyłam to swojej małej Zu i nie rozumiała nic a nic. Były wrzaski i płacz na całą wieś. I kilka lat później jak to samo tłumaczyła swojemu młodszemu sąsiadowi. I zdziwienie - mamo dlaczego on się tak złości i obraża:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdy dzieci przegrywaja i placza to ja placze razem z nimi. :) Moje tez juz sie zyciowo zahartowaly (mlodsza gra w klubie w pilke nozna i podziwiam gdy przergywaja, a ona, juz mysli, ze trudno, nastepnym razem zagraja lepiej), ale kiedys, gdy starsza byla mala, bylismy na urodzinach pelnych konkursow i ciagle jakies przegrane dziecko plakalo. Tylu splakanych dzieci wychodzacych z urodzin w zyciu nie widzialam. :)

      Usuń
    2. to jakieś beznadziejne urodziny były :) konkursy powinny być takie, żeby wszyscy wygrywali :)

      Usuń
    3. gdyby te dzieci byly ze trzy lata starsze to mysle, ze juz byloby inaczej, ale to byly takie maluchy... A ta matka chciala dobrze. Co mnie zdziwilo, to ze widziala co sie dzieje, ale kontynuowala swoj plan gier i "zabaw".

      Usuń
    4. taaaa... widać stwierdziła, że nie po to zmarnowała tyle czasu na wyszukiwanie gier, zeby to teraz odpuścić... :)

      Usuń
  8. czydziesta czecia?????????
    ło jessssu:)))
    alem pospała dzisiaj
    żadnego podium;pp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czujem się mocno przegrana.....no nie wiem jak zniosę tę porażkę....idem się ogarnąć:))))

      Usuń
    2. :PP
      mowiem ci, ze tutaj jak w autobusie w Wonchocku, jest szerszy niz dluzszy i wszyscy siedzom w pierfszym rzedzie. :)

      Usuń
    3. Lola, a wiesz, gdzieś TAM jest ciekawy wontek ;P

      Usuń
    4. Lola jest aniołem,nawet przy dalekim miejscu dajesz mi podium:**

      Usuń
    5. co se bendziemy zalowac? :P

      Usuń
  9. Szanuję sportowców za trud, konsekwencję, tyle pracy, potu,wyrzeczeń.Nigdy nie myślę, że ktoś zawiódł.Kibicuję i cieszę się z występów, a nie z wyników;)
    Nie muszę wygrywać, ale boli jak ktoś wygrał nieuczciwie,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie. Dlatego boli gdy po latach dowidujemy sie, ze taki Lance Armstrong, ktorego bardzo lubilam, oszukal nas wszystkich i zrobil w jajo. Nawet nie chce myslec jak czuja sie ci ktorzy wtedy z nim przegrali.

      Usuń
    2. no, niestety...... a teraz Norweżki mają "astmę" i wszystkie jak jeden mąż alą sterydy legalnie... wot żyzń...

      Usuń
    3. sterydy zamiast witamin.

      Usuń
    4. za kilka lat pewnie się dowiemy, jak było naprawdę. próbki czekają.

      Usuń
  10. Lolek buziak walentynkowy do piękny dzień caluteńki!!
    wstawać:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margo, co za mila pobudka! :)
      :****

      Usuń
  11. dzień dobry :)
    no i dzisiaj mamy taką wygraną i jednocześnie czyjąś przegraną na trzecim miejscu po przecinku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite!
      ja bym im obu dala zloto.

      Usuń
  12. Lole piękny słoneczny dzień!
    Helloooo

    OdpowiedzUsuń