czwartek, 16 kwietnia 2015

kiedy mozna zaczac sie smiac?

Macie tak, ze gdy dzieje sie cos totalnie beznadziejnego to przy zyciu trzyma was mysl, ze jeszcze troche, jeszcze chwila i wszyscy bedziemy sie z tego smiac, ze to tylko taki brytyjski zart losu?

Pierwszy raz taki moment pamietam z czasow podstawowki gdy z kolkiem historycznym (tak, o matko bylo takie cos, gdzie sie dowiedzialam w jak mlodym wieku wyszla za maz krolowa Jadwiga, wtedy przestalam marzyc o zyciu krolowej). Zamiast jechac do domu i ogladac pana Kracego, udalismy sie z kolkiem historycznym na lokalna wycieczke, obchod kosciolow, cos w tym stylu. I nie wiem dlaczego po zakonczonej wycieczce wszyscy gdzies przepadli a my z kolezanka same stalysmy na przystanku autobusowym czekajac na autobus ktory zawiozby nas do domu. No i mial byc za piec siodma czy za pietnascie szosta ostatni kurs z tego zakatka miasta, ale nie wiem czy sie spoznilysmy i zupelnie nie pojmuje braku odpowiedzialnosic moich rodzciow, ze my tak sobie same na tym panie pustym przystanku w srodku zimy stalysmy. I wtedy nasz optymizm powoli zaczynal sie kurczyc, wiedzialysmy ze autobus moze sie spoznic pol godziny, bo wtedy autobusy nie przejmowaly sie rozkladem jazdy, ale powoli docieralo do nas, ze chyba az tak spoznic sie nie moze. A ze opcji nie mialysmy zbyt wiele stalysmy jak te gupie, bawiac sie w Pollyanne i powtarzajac sobie, to nic, zobaczysz, zaraz ten autobus przyjedzie i zaraz, za jedna chwileczke bedziemy sie z tego, ze tu teraz wcale nie z zimna, a ze strachu dzwonimy zebami, zobaczysz zaraz bedziemy sie z tego smiac. I czekalysmy dlugo i cierpliwie na ten smiech i wtedy jak aniol pojawila sie kolezanka mojej mamy, ktora nigdy tamtedy nie jezdzila, ale wtedy wlasnie wyjatkowo i poznala mnie po czapce co to ja moja mama pieknie pomponem wykonczyla, a ze wtedy kazde dziecko mialo inna czapke i mozna powiedziec, chcac nie chcac bylo orginalne, to gdy zobaczyla dwie sierotki Marysie, poznala ten pompon ozywiajacy kurtke w praktycznych meskich kolorach po bracie. Z piskiem opon zatrzymala sie i no wtedy panie nareszcie mozna sie bylo smiec.

Teraz tez tak troche mam, bo starsza jak juz u rybenki opowiadam zlamala obojczyk i czekam i czekam kiedy zaczniemy sie smiac, kiedy to wszystko minie i zamieni sie w rodzinna anegdote.

Wczoraj zadzwonil lekarz i powiedzial, ze przeswieltlenie wyglada dobrze, ze nie potrzeba operacji i ze nie musze juz oddychac do torebki.

To teraz dla potomnych i dla siebie gdy juz przyjdzie alzheimer opowiem jak to bylo.

Wstalam jak zwykle, normalnie, niewyspana, niegotowa na nadchodzace dramaty. Kawe wypilam jedna, druga sie wlasnie robila gdy zadzwonila najlepsza przyjaciolka, a ze 2 tygodnie nie rozmawialysmy wiec zaleglosci byly straszne. I jeszcze jestem w tej pizamce, oczywiscie bez makijaza, bo kto w pizamce robi makijaz, zebow nawet jeszcze nie umylam, bo sniadania jeszcze nie zjadlam. Dziecko  szybko sie uporalo, bo juz 15 minut po rozpoczeciu szkoly dostalam telefon ze jest uszkodzone. Pytam, czy az tak, ze mam zabrac do domu? Pielegniarka potwierdzila, nie wiem dlaczego nie krzyczala do telefonu, alarm, pogotowie, policja, matko swieta, bo z tonu wynikalo, ze no normalnie, pojade po dziecko, przywioze, przytule, pozwole wlaczyc TV i do razu sie wygoi. Ubralam sie szybko, znowu ide do szkly bez charakteryzacji twarzy, ale liczylam, ze i tym razem nikt mnie nie pozna. Podjedzam, a tam juz w drzwiach macha na mnie pani sekretarka, ktora prawie placze. No, panie, cos mi tu nie gra. Czy moze ma takiego pmsa? Widac po oczach i minach, ze takich wypadkow nie przezywaja tu codzinnie, bo sie jeszcze nie uodpornili.

No to jazda na pogotowie i tam gdy wydawalo sie, ze lzy dziecka sa tak wielkie, ze bardziej smutno nam byc nie moze, dostalam teksta od kolezanki, ktora mieszka blisko nas, z niewinnym zapytaniem czy na naszej ulicy jest pozar? Bo ona jest w pracy i kolezanka wyslala jej teksta, ze oglada wiadomosci i ze naszej ulicy pali sie dom, to moze bym sprostowala, zeby ona mogla spokojnie wrocic do swoich zakladowych obowiazkow. I nagle nabralismy dystansu do zlamania, bo w glowie mi sie zaczelo kotlowac, czy ja te jajeczka na miekko wylaczylam czy nie? I widzialam oczyma duszy mojej naszego psa w plomieniach. Zatekstowalam do przyjaciolki u ktorej wlasnie byli goscie z zagranicy, ze musi isc ratowac mojego syna jedynego- psa. I ona juz w sumie byla gotowa jechac ale ci goscie logicznie zasugerowali, ze skoro pokazuja w TV,  to chyba jest juz straz pozarna i nie pozwola jej sie bawic w ratownika. Ja dlugo takiej niepewnosci nie wytrzymalam, zwlaszcza ze dziecko jeszcze bardziej plakalo nad pozarem ktory moze plonie, a moze nie, niz nad wlasnym nieszczesciem. I jade, a tu straz pozarna wraca, ale zupelnie z przeciwnego kierunku. Na pewno zabladzili, pies juz na pewno zweglony. I zblizam sie i  jest dom i pies caly i zdrowy i nic nie daje czlowiekowi wiekszego dystansu niz to, ze zawsze mogloby byc gorzej.
A pozar byl, ale ojtam 40 ulic (swiatel) od mojego domu.

I sle duzo mocy do tych blogerek u ktorych sa wlasnie te gorsze chwile. Niech wam sie wszystko pouklada i niech przyjdzie ta chwila, ze bedziemy mozna sie z tego smiac.

A tu piekne zdjecie, do albumu.










67 komentarzy:

  1. Lolek z tym czekaniem na smiech to nic innego jak fakt,że po burzy zawsze wychodzi słońce!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i powiem Ci,że na tym zdjeciu to dla mnie wygląda przerażająco,ta złamana kość:(

      Usuń
    2. ja nigdy nic nie widze na przeswietleniach ale tutaj nie ma watpliwosci.
      Ale lekarz mowi, ze nie takie polamania widzieli i ze sie zejdzie.
      Taki jest plan.

      Usuń
    3. mnie przeraza, ze to jest tuz pod skora. Jakie szczescie, ze sie nie przebilo.

      Usuń
    4. Oj tak,jakby przebiła kość skórę,to pewnie bez operacji by sie nie obyło,ale faktycznie jak sie tak przyjrzeć to przy złożeniu tych kości,to powinny rzeczywiście sie równo zrosnąć. Dlatego dochtory maja taką pewność.

      Usuń
    5. Trzeba chyba zaufać specjaliście.
      A jak wypadł test?

      Usuń
    6. to idzie do centrali i wyniki dopiero w przyszlym roku szkolnym.
      To jest taki test bardziej dla szkoly niz dla ucznia, ale uczen tez nie chce sie za siebie wstydzic.

      Usuń
    7. o! to poważny sprawdzian
      ale Córka zadowolona z siebie?

      Usuń
    8. Zadowolona. Mlodsza tez te testy bierze. Jeszcze jeden, ostatni, im zostal. To sa trzy testy, pisanie, czytanie i matma, w niektorych klasach sa tez nauki, ale one akurat w tym roku tego nie maja, kazdy po 3 godziny.

      Usuń
    9. Zdolne masz dziewczyny! :)

      Usuń
    10. zdolne, niezdolne, pisze kazdy. ;)

      Usuń
    11. nie bądź taka skromna!
      bądź dumna :)

      Usuń
    12. jestem dumna
      i skromna ;)

      Usuń
  2. Lola!
    Wracaja wspomnienia
    Dzwonia do mnie ze szkoły, ze Piotrka musze odebrać
    to jadę z dwuletnim malutkim Antoniuszem
    odbieram od pielęgniarki bladego jak ściana, słaniającego się na nogach dużego nastolatka
    z poleceniem pojachania natychmiast do szpitala
    to wychodzę ze szkoły
    a po drodze spotykam nauczycielke ze szkoły
    która wie co się stało
    ale postanawia wykorzystać sytuację do wygłoszenia jakiejś mowy
    dodam, że to była najgorsza nauczycielka chyba z jakąkolwiek miałam do czynienia, nie znosiliśmy jej
    kretynka do kwadratu!! widząc cierpiące dziecko postanawia robic mu wykład o szkole,!!!
    wrrrrrr


    ale w porównaniu z pożarem ta debilka wypada blado co najmniej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to wtedy, kiedy P złamał obojczyk ofkors

      Usuń
    2. ofkors
      jedza, nie nauczycielka!!

      Usuń
    3. nie smieszy mnie ona do dziś!
      nauczała w szkole międzynarodowej angielskiego
      była.... Francuską!!
      i nie dało się tego ukryc akcentowo!
      do tego nie pamiętała, co mówiła i wymagała czego nie zadała
      wrr
      zraziła mi dziecko do literatury na zawsze!

      Usuń
    4. to juz nie mogla uczyc francuskiego?

      tez mam paru takich nauczycieli w tylnych pokladach pamieci, ze nie wiem jak bym sie starala to smiechu z tego nie wykrece. Przy najszczerszych checiach nie umiem o nich nawet dobrze myslec.

      Usuń
    5. niestety każdy chyba takich ma ...

      Usuń
    6. niestety...
      Mnie mrozi gdy zagladam na strone mojego starego LO a tam najgorsza zmora naszego pokolenia nadal straszy.

      Usuń
    7. az poszlam sprawdzic, czy moze jednak juz jej nie ma.
      niestety.
      a tylu rodzicow juz w naszych czasach na nia narzekalo. Myslalam, ze teraz wiecej moga.
      W reforme tej kobiety nie wierze, byla wredna, beznadziejna nauczycielka, chyba najgorsza jaka w zyciu spotkalam. Usadzila tylu ludzi, ktorzy potem ukonczyli studia, teraz super sobie w zyciu radza, a tyle lez i stresu przez nia przezyli.

      Usuń
    8. mnie od posłania do TEJ szkoły właśnie TA nauczycielka powstrzymuje
      ech...

      Usuń
    9. doskonale cie rozumiem. Gdybym miala moje corki postac do tamtej to chyba wolalabym je w domu uczyc. :P

      Usuń
    10. dodam, ze to prywatna szkoła i czesne kosztuje majątek!!

      Usuń
    11. niesamowite!!!!! w moim byłym liceum też taka jedna gangrena ciagle straszy i pześladuje!!!! jak ja jej nienawidziłam...... a fakt, żę uczyła fizyki bynajmniej jej nie pomagał.
      Niektóre takie hadry to są wyjątkowo zawzięte - miałam też matematyczkę - babsko z piekła rodem, w ddatku była naszą wychowawczynia - ale na szczęście po 2 klasie odeszła na emeryturę. Jakież wiec było moje zdumienie, gdy cholera powstała jak Feniks z popiołów i wróciła po kiku latach specjalnie po to, żeby prawie do samobójstwa doprowadzić moją młodszą sis!!!!! przez kurwę groziło jej niedopuszczenie do matury... i ja się zapytowywuję - jak to mozliwe, że w czasach, kiedy mnówtwo młodych nauczycieli było bezrobotnych mogła taka szmata wrócić z emerytury? hę? dodam jeszcze, że jej metody nauczania były niezwykle wyrafinowane - jak miała dobry humor to czytała na głos z podręcznika, jak zły to czytaliśmy sami - można więc powiedzieć, że perła i diament talentu do nauczania matematyki....

      Usuń
    12. moja tez byla metematyczka! umysl bardzo scisly, wrecz scisniety. :P

      Usuń
    13. ciasno ściśnięty :)

      Usuń
  3. No, to daj Boże, by zrosło się pięknie. I powiększyło zbiór zabawnych anegdot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak na tym przystanku autobusowym wizualizuje szczesliwe zakonczenia.

      Usuń
  4. Opowieścią o oczekiwaniu na przystanku przywołałaś takie oto moje wspomnienie: wracam z koleżanką z pewnego szkolenia, jest zima, bardzo mroźna zima, ciemno, późno, ostatni autobus już odjechał. Postanowiłyśmy zamówić taksówkę. Wybrałam czterocyfrowy numer poprzedzony numerem kierunkowym miasta, w którym byłyśmy. Czekamy, czekamy, zamarzamy, wiatr nas przeszywa do szpiku kości. Pewnie po pół godzinie zgrabiałymi rękami wyjmuję komórkę, żeby zadzwonić raz jeszcze z reklamacją i ponagleniem. I co? I widzę, że pół godziny wcześniej wystukałam numer kierunkowy.... odległego województwa!!! Tam była taka sama ulica, więc pani przyjmująca pierwszy telefon nie widziała problemu. Zadzwoniłam na dobry numer i po chwili taksówka była na miejscu. Długo nie mogłyśmy się rozgrzać...ale w końcu śmiałyśmy się z tego, tak że ten... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :PPP
      dobrze, ze nie musialas zaplacic za obie. :)

      Usuń
    2. Lola, to samo pomyślałam!!
      Olga, kiedyś brałam udział w pewnym konkursie matematycznym
      w stolicy
      miał na nim być mój kolega
      i dosłownie na sekundę przed zamknięciem drzwi dojechał
      pojechal na drugi koniec miasta!
      tak samo się ulica nazywała!!!

      Usuń
    3. Miałam wtedy takie obawy, czy mnie nie namierzą ;))

      Usuń
    4. nas tak kiedys taksowkarz w Paryzu hen za Paryz wywiozl. :PP
      hotel mial podobna nazwe, a my tak poprawnie powiedzielismy po francusku.
      Podwiozl nas pod ten hotel, popukalismy sie w czolo, zaplaciclismy bo sie awanturowal i nie moglismy sie dogadac i wsiedlismy w powrotny pociag do Paryza. :P
      ale przy okazji zobaczylsimy francuska wies. :P

      Usuń
    5. bezcenne Lola :pp

      a jak w NY poprosiliśmy do hotelu X to taksówkarz tarzał się ze smiechu - na każdej ulica taki mieli :ppp

      Usuń
    6. dobrze, ze znaliscie adres
      ale byscie miasto zwiedzili gdybyscie pod kazdy podjechali sprawdzic, czy maja was w gosciach. ;)

      Usuń
    7. ooooj a ile by nas to kosztowało!!!

      Usuń
    8. czyli że nie spałaś w Waldorf Astoria Rybcia, co? ;)))

      Usuń
  5. Lola,będę nudna jak przy fotkach pewnej Neli-uwielbiam cię czytać tak jak ją oglądać!:))))
    Nie zazdroszczę ci dramatów,oj nie.I chciałabym mieć odrobinę tej wiary,że będę się śmiać ze swoich:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) a mnie zawsze milo gdy to piszesz. i zafsze siem rumieniem. ;)
      i za nas dwie wierze, ze bedziesz sie smiac. :*

      Usuń
  6. Jeśli chodzi o dramaty z dzieckiem osobistym w roli głównej
    to bywa, że trace głowę
    Raczej częściej niż rzadziej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakos trudno czlowiekowi sie odciac emocjonalnie od wlasniego dziecka ;)
      oby tych dramatow bylo jak najmniej, a najlepiej wcale ;)

      Usuń
    2. jak mi kiedyś syn przepadł w drodze ze szkoły, bo zachciało mu się w krzakach bałwana lepić, tom mało z okna nie wyskoczyła od tych wizji co mu teraz właśnie złe ludzie robią, albo za ile go sprzedają...
      Boszz... w kontekście tego co ostatnio się dzieje (te przerażające zabójstwa i porwania) naprawdę siedzę z lornetką w oknie i patrzę, czy do szkoły dochodzą...

      Usuń
    3. mnie kiedys starsza zginela w molu. Kucnelam by zobaczyc najnizsza polke w sklepie, ona sie zdziwila co jej tak nagle zniknelam i pobiegla na plac zabaw, bo tam mialysmy isc po zakupach. Mialam zawal polaczony z epilepsja.

      Usuń
    4. Ja w takich chwilach również podejrzewam siebie o zawał, za chwilę czuję że umieram po czym zaczynam działać (na szczęście)
      Przypominało mi się jak syn w szkole skręcił nogę, nie wiadomo było czy nie złamana jest,
      ktoś po mnie przybiegł, ktoś zastąpił mnie w klasie, ktoś zawołał szkolną pielęgniarkę...nie wiem kto, bo wtedy ten zawał miałam
      Mąż w pracy więc zadzwoniłam po Teścia...
      Teść awanturę w szkole zrobił, że jego wnuk ma nogę złamaną a koło szkoły ulica jednokierunkowa i jakim prawem wnuk jego teraz ma tak daleko 30 metrów do samochodu iść ;)
      (Ulica jednokierunkowa w tym miejscu jest od wielu lat i oczywiście nikt ze szkoły nie ma z tym nic wspólnego)
      Dodam że ja w tej szkole pracuję i nie na rękę mi było że Teść robi zadymę w miejscu mojej pracy ;))

      Usuń
    5. ale fajnego masz teścia Mela, lubię go!
      a Ty??

      Usuń
    6. Mia strasznie go lubiłam ale zmarł parę dni temu
      I wspominam te nasze różne akcje
      Bo był nieprzeciętną osobą
      Choleryk, impulsywny, a ja w miarę spokojna ;pp ale super się dogadywaliśmy

      Usuń
    7. u nas pielegniarka szkolna na wozku inwalidzkim mi ja cale osiem krokow do drzwi samochodu podwiozla. A moje dziecko mialo problem z reka a nie noga. :P Ale chyba wszyscy wpadlismy w panike i kazdy robil co sie dalo aby czuc sie pomocnym. :P

      a tesc super.

      Usuń
    8. Nasza pielęgniarka nie ma wózka więc pomogła nam zaprowadzić młodego
      I to jej się najbardziej za tę jednokierunkową oberwało ;))

      Usuń
    9. to na pewno byla najbardziej jej wina. :PP

      Usuń
    10. Tak, myślę że ona mogła maczać w tym palce ;p
      Poza tym była winna że taka krzywda się wnuczkowi wydarzyła w szkole ;p
      No i wózka nie miała ;p

      Usuń
  7. loff ju za to, że jednak dzieci najważniejsze som i potrafisz wyjść do ludzi bez mejkapu :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no sa takie chwile, bardzo wyjatkowe, zawsze wtedy zaluje, ze nie mam burki. ;)

      Usuń
    2. To jest dowód na Twą bezgraniczną miłość do córki
      Że już dwa razy bez makijażu biegłaś z odsieczą do niej ;ppp

      Usuń
    3. a ja sięzawsze cieszę na zimę, że czapkę można założyć na nieumyte i nieświeże włosy :))

      Usuń
    4. Eee, do pracy nie da rady z nieświeżymi ;)

      Usuń
    5. dlaczego? ozdobny turban sobie można zamotac :)
      nie mówiąc o tym, że można udawać hipstera, a ci, jak wiadomo, wszędzie siędzą w tych durnych czapkach

      Usuń
    6. juz widze Mele w turbanie albo czapie jak dziecka uczy czytac. :P

      ja moge zawsze wrzucic czapke z daszkiem, ale jakos tak, jak wygladam jak mizeria, to co tam, na calego.

      a na hipstera to sie wogole nie nadaje. czapki zimowe zawsze mnie do szalu doprowadzaly, od razu czulam sie jakbym miala wszawice i nerwice. ;)

      Usuń
    7. Ja też siebie nie widzę w turbanie ;pp
      Już pomijając wszystko inne, będąc praktycznie cały dzień w ruchu z dzieciakami, czaszka by mi się zagotowała ;)))

      Usuń
    8. ależ z Was malkontentki!!! ja tu gotowe rozwiązania, a te tylko marudzą!! :)

      nawiasem - nie wiem, jak ci hipsterzy mogą w tych czapkach wytrzymać....:)

      Usuń
  8. I ja sobie przypomniałam jak Pysia chodziła do liceum i zadzwonili do mnie do pracy (uczyłam w tedy w szkole i miałam dyżur na korytarzu) że Pyśka miała wypadek na w-fie i nie rusza nogami i czekają na karetkę!
    Ponoć zbladłam tak, że dyrektorka od razu domyśliła sie złych wieści - pojechałam do szpitala -okazało się, że złe ćwiczenia, coś z nerwem, chwilowy brak czucia...
    Nie wiem kto dzwonił i dlaczego tej kretynki nie zabiłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sobie wyobrazam. :/
      chyba dlatego ta nasza pielegniarka nie powiedziala mi przez telefon dokladnie o co chodzi. Jakbym dojechala i dostala ataku serca to najwyzej obie wsadziliby do tej samej karetki. ;)

      Usuń
  9. Jak patrzy się na to pamiątkowe zdjęcie to nie do śmiechu... Mam nadzieję, że Starsza już się śmieje a Ty uśmiechniesz się patrząc na kolejną fotkę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na smiech musimy poczekac az sie zrosnie. ;)

      Usuń
  10. Lola nie da sie emocjonalnie odczepic od dzieci, kiedy moje male spadlo z lozka tfarzom do podloza chyba ja bylam bardziej zwinieta z bolu.
    ale trzezwo oceniajacy sytuacje lekarz juz dzialal uspokajajaco.
    wysokosc 30 cm wiec nic to na mietkie kostki ale sie upocilam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i chcialoby sie dzieci od tych wszystkich upadkow uchronic, a niestety sie nie da.

      Usuń